Na uczelnię dotarłem o dziwo o czasie, ale zanim jeszcze zdążyłem choćby zejść z motocykla znów rozdzwonił się mój telefon. Warknąłem poirytowany, szczególnie, że na wyświetlaczu widniał numer Tarixa. Nie miałem zamiaru psuć sobie nastroju jego marudzeniem. Wyciszyłem telefon i ruszyłem do budynku, a następnie do sali.
Wparowałem do sali, o dziwo jeszcze nie zaczęli, więc mogłem sobie nawet wybrać miejsce. Ruszyłem na to, obok Juliena, odstraszając tym samym niziutką blondynkę, która zamierzała zająć miejsce obok niego. No tak... dziś mamy pisać ten śmieszny test czyli wszyscy chcieli siedzieć obok najbardziej obrytego kujona. Tleniony kurdupel był właśnie takim kujonkiem, który zawsze wszystko miał i wszystko wiedział, a raczej taka panowała o nim opinia.
- Znów się bawisz w Zamaskowanego Mściciela? - spytałem i wygodnie wyciągnąłem się na krześle.
- Po pierwsze "cześć", przynajmniej... - upomniał mnie. - Po drugie nie, nie bawię się. Zwyczajnie... mam słabą odporność.
- Nic dziwnego. Jesteś nie dość, że kurduplem to jeszcze chodzącą lodówką - rzuciłem na co zmierzył mnie wzrokiem.
- A ty gadająca Amebą, istny wybryk natury - sapnął i odwrócił się w stronę psorki, która właśnie zaszczyciła nas obecnością.
Nie bardzo słuchałem jej początkowej gadaniny. Wkurzał mnie za to telefon, który znów wibrował.
- Masz długopis? - spytał białowłosy.
- Emm... Nie... - rzuciłem z uśmiechem, na co on tylko wymamrotał coś pod nosem odnośnie tego, jak bardzo niereformowalny jestem i wcisnął mi w dłoń długopis, żebym mógł iść w ślad innych i pisemnie odpowiadać na pytania, które przygotowała psorka.
Nie muszę mówić jak bardzo nie chciało mi się tego robić, prawda? Ale z drugiej strony jeszcze bardziej nie będzie mi się chciało łazić za poprawami, więc można uznać, że postarałem się coś tam napisać. Skończyłem jako jeden z pierwszych, oddałem kartkę, na której było chyba podejrzanie dużo, bo psorka uważnie mi się przyjeżdżała, i wyszedłem przed budynek, żeby zapalić.
Właśnie wkładałem papierosa do ust i miałem zamiar go podpalić, gdy pod szkołę podjechał czarny merc.
- Co ty tu, kurwa, robisz? - spytałem kiedy z samochodu wyszedł Tarix szczerząc mordę.
Dupek znów się popisywał. Garniaczek, czarna fura, wielki mi kurwa gangster. Sam nawet dupy sobie podetrzeć nie umiał i gdyby nie to, że był niczym innym jak pasożytem ze sporym szczęściem już dawno by zdechł.
- Ari! Dzwonię i dzwonię! - stwierdził pociesznie i stanął przede mną. - Jest robota. Mówię ci, mega kasa. Sam chce się odgryźć za ostatnie. Wyłożył na stół małą fortunę... trzeba tam tylko jechać, zrobisz co umiesz najlepiej i będziemy ustawieni!
Zamilkł kiedy złapałem go za kołnierz koszuli i solidnie nim potrząsnąłem. Wytatuowany cwaniaczek, który pewnie robił za ochroniarza zbliżył się, ale Tarix od razu go uspokoił.
- Ile razy ci, do cholery jasnej, powtarzałem, że masz mi nie przyjeżdżać pod dom, uczelnię ani w żadne miejsce gdzie mnie widzą z takim mętem jak ty?
- Ari... nie denerwuj się. Przecież ci tłumaczę, że tym razem to konieczność, a nie odbierałeś i...
- Lidzie nie odbierają telefonów, jak nie chcę rozmawiać z debilami - warknąłem.
- A-ale ja już powiedziałem, że będziesz... wyłożyłem kasę...
- A czy to mój problem? Wystaw sobie tego swojego osiłka, powodzenia wam życzę - pchnąłem go, odpaliłem papierosa i ruszyłem niespiesznie w stronę parkingu. Grupka gapiów, która zebrała się wokół nas pierzchła przede mną.
Dlaczego ci ludzie tak się go boją? Jest przecież słodki, przynajmniej dla mnie. Ich wymiany zdań są boskie. :3 Nie wiem czy się śmiać czy płakać, zdaje mi się że pisał cokolwiek albo zezował do śnieżynki. <3 Czyżby misiek planował wypisać się z interesu? :>
OdpowiedzUsuńTo teraz Julek musi uzbroić się w komplet długopisów dla płomyczka, skoro ten ciągle je gubi :D Nie wiem czemu, ale ten cały Tarix mnie rozpierdziela, po prostu mnie śmieszy. Oby więcej frajer nie podskakiwał Ariemu, bo jeszcze stanie się chodzącą pochodnią xD
OdpowiedzUsuń