czwartek, 23 lutego 2017

Rozdział VII - Drink

Byłem wielce zaskoczony, gdy rudowłosa tak spontanicznie zaprosiła mnie na imprezę w jej nowym mieszkaniu. Tłumaczenie, że „trzeba je ochrzcić, musisz tam być” też do mnie średnio docierało, ale tak szczerze mówiąc nie miałem przecież nic do stracenia. Dawno nigdzie nie byłem, dawno nikogo nie poznałem, rzeczywistość zaczynała mnie nudzić, dlatego bez wahania zgodziłem się na propozycję dziewczyny. Poza tym była śliczna i skoro miałem możliwość ją bliżej poznać to tylko lepiej dla mnie. I wreszcie spędzę sobotę inaczej. Bez koca, herbaty, książki i kota, bo ja... pójdę na imprezę. Ja i impreza. Te dwa słowa się ze sobą wykluczają, ale nie pomyślałem o tym w tamtej chwili. Za bardzo przysłoniła mi zdrowy rozsądek perspektywa zabawy w nowym towarzystwie. Będzie inaczej, to było ważne.
Idea ta przyświecała mi przez resztę tygodnia, przez co mój nastrój uległ wyraźniej zmianie na lepsze. Wydawało mi się, że wszyscy wokół to zauważyli, bo jakoś tak więcej ludzi się przy mnie zebrało, ale jednocześnie odniosłem wrażenie, że zauważyli oni coś jeszcze. Arian bowiem przestał mi przeszkadzać, wzajemnie nie mijaliśmy się szerokim łukiem, ale nawet słowa ze sobą już nie zamieniliśmy. A wszystko przez jakieś kółka wzajemnej adoracji, które gromadziły się wokół mojej osoby. Tylko, psia mać, dlaczego? Przecież zakopaliśmy topór wojenny... tak mi się zdawało. Zatem, czy z ich perspektywy wyglądało to zupełnie odwrotnie?

Po raz pierwszy w życiu nie przyszedłem gdzieś z prawie półgodzinnym wyprzedzeniem. No bo chyba na imprezę to tak nie wypada, nie? Sam bym się dziwnie poczuł, przychodząc przed wszystkimi. Niby mogłem się usprawiedliwić chęcią pomocy przy szykowaniu jakiś napojów czy poustawiania jedzenia na stole, ale wydawało mi się, że te kilka minutek po godzinie jej rozpoczęcia będzie tak w sam raz. Widząc dziewczynę uśmiechnąłem się do niej lekko i po krótkiej wymianie „cześć” spróbowałem wmieszać się w tłum. Dziwne tylko, że rudowłosa wydawała się niezwykle zadowolona z mojego przyjścia. Czyżby to oznaczało, że wpadłem jej w oko? Byłoby miło, jednak nim się obejrzałem, ujrzałem jak kokietuje innego faceta nieopodal mnie. Aha.. czyli jednak nie.
Mieszkanie było naprawdę duże, piętrowe, z pięknym salonem i z tego co zauważyłem to także kuchnią. Ciekawe gdzie pracowała, musiała przecież zarabiać krocie by było ja stać na takie miejsce. W dodatku w samym centrum miasta, a była przecież taka młoda. Na pewnie nie w żadnej korporacji, nie wyglądała mi na taką. Może tak samo, jak Arian była gwiazdą w „pewnych sferach”? A może była po prostu dobrze urodzona? Śmieszne, bo interesowało mnie teraz wszystko to, o czym nikt inny poza mną by nie myślał. Znowu zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo od nich wszystkich odstaje i, że tak naprawdę nie uda mi się zgubić w tym tłumie. Jeszcze na dodatek moje białe włosy rzucały się w oczy choćby z drugiego końca ulicy. Na co ja właściwie liczyłem, idąc w to miejsce? Nikogo tu nie znałem, ludzi było więcej niż się spodziewałem, a w dodatku jedyna osoba, która zresztą namówiła mnie, bym się tutaj zjawił spędzała właśnie czas z innymi. Mogłem się spodziewać, nie czułem się tu zbyt dobrze. Kiedy znalazłem w miarę ustronne miejsce, które zapewne inni uznali za zbyt odosobnione, usiadłem na krześle i... rozpocząłem swą nudna egzystencję, łudząc się, że może jakoś to będzie.
- Chodź, przedstawię ci kogoś! - usłyszałem głos rudowłosej, więc spojrzałem na miejsce skąd dochodził i zdębiałem. Arian? - Hej...
To chyba żart... co on tu robi? Niby nie irytowała mnie jego obecność już aż tak, jak na początku, ale jednak: co on tu robi. Znają się? To było ukartowane czy o co chodzi? Wciąż w ciężkim szoku zwróciłem wzrok na drinka, którego po tym jak przyszedł, podsunął mi pod nos.
- Dzięki... co to się stało, że sam do mnie przyszedłeś? – poprawiłem sobie włosy i upiłem łyka drinka. Słodki, nawet dobry, takie coś to jednak mogę pić. - Doceniam, ale nie musisz ze mną tutaj siedzieć. Niedługo planuję i tak stąd wyjść.
- Dopiero przyszedłeś – spojrzał na mnie dziwnie, jakbym się z choinki urwał.
- Nie moje klimaty.

2 komentarze:

  1. A czyli ruda to ukartowała. :o Cwana lisica. Ciekawe czy go trochę rozrusza.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm, Julciu, dla własnego dobra lepiej, byś nie wiedział, czym zajmuje się ruda... Twoje zdrowie psychiczne i tak już jest zagrożone przez Ariego xD A propo... Lepiej, by nie dał naszemu konusowi wyjść zaraz po tym, gdy się na siebie natknęli. Pogawędka od serca ma być, kurde!

    OdpowiedzUsuń