czwartek, 23 lutego 2017

Rozdział VII - Rozkosznie

- Okazuje się, że moje też nie - wymamrotałem i pociągnąłem spory łyk napoju.
- Jak to? - zainteresował się.
- Nic, nic... zwyczajnie nie lubię jak ktoś się wpieprza w moje sprawy, co już chyba zauważyłeś - oznajmiłem. - Tobie jednak przyda się chyba chwila oddechu, co? Tu masz przynajmniej względy spokój.
- Co masz na myśli?
- Ten tłumik łażących za tobą pasożytów, a co innego?
- To nie pasożyty, tylko znajomi - pouczył mnie. - Też powinieneś sobie jakichś znaleźć.
- Mam ich więcej niż myślisz. A bez twoich możemy przynajmniej posiedzieć i POROZMAWIAĆ! - ostatnie słowo wykrzyczałem w stronę Mariki, która machnęła na mnie ręką.
Julien siedział i patrzył na mnie podejrzliwie. Widać było, że domyślanie się tego i owego nie sprawia mu trudności.
- Może naprawdę powinienem już iść.
- Siedź, pij i nie marudź - poradziłem. - Jak ona cię dorwała w swoje wymalowane szpony, to prędko nie wypuści. 
Dopiłem swojego drinka i wstałem, żeby odebrać dwa kolejne jakiemuś facetowi, który widocznie niósł je jakimś znajomym. Trudno, nie doniesie. Przejdzie się jeszcze raz, na zdrowie mu wyjdzie. 
- Czy ty zawsze musisz się tak zachowywać? - spytał tleniony kurdupel, znów zmierzył mnie wzrokiem jakbym mu coś właśnie zwinął.
- Taka moja natura - wyszczerzyłem się wrednie. - No... to powiedz mi chociaż jak to wpadłeś w sidła tej rudej cholery.
- Nie jest cholerą... Wyrażaj się. Jest bardzo miłą osobą. Zwyczajnie... mieszkam niedaleko, wiesz przecież. Zapytała mnie kiedyś o drogę, pogadaliśmy nieco i dostałem zaproszenie. Normalna rzecz... Z czego się tak śmiejesz? - spytał lekko oburzony, kiedy ryknąłem śmiechem. 
Marika zdecydowanie powinna zostać aktorką. Ten zawód pasowałby do niej równie mocno. To jak ona potrafiła nabrać innych, wymyślić intrygę i wcielić ją w życie było wręcz niemożliwe. 
- Zwyczajnie kto jak kto, ale Marika nigdy nie zgubi się w mieście. Wywieź ją do lasu, spoko, ale miasto? Przestań... Ona umie znaleźć wszystko i każdego - poinformowałem. 
Z zainteresowaniem stwierdziłem, że słodki drink posmakował mojemu towarzyszowi i praktycznie go już skończył. Nie ma co, Mari potrafiła trafić innym w gust. Kolejne, w czym osiągnęła mistrzostwo. 
- Częstuj się - wskazałem na szklankę, którą zwinąłem.
- Nie wiem czy powinienem.
- Oj daj spokój. Kiedy ostatnio choć w głowie ci szumiało, co? Albo w ogóle byłeś na jakiejś imprezie? Jak się raz na jakiś czas napijesz to ci korona z głowy nie spadnie, królewno - zaśmiałem się i nadganiałem swojego drinka. Miałem ochotę się tu spić... tak porządnie. Nie do końca wiedziałem w jakim celu, ale ten wieczór był jednym z dziwniejszych ostatnio. Niby lubiłem wszelkie spędy towarzyskie i gdyby nie jeden białowłosy detal zapewne trzymałbym teraz na kolanach smukłego blondyna, który rzucił mi się w oczy przy wejściu. Problem był taki, że Julien był... ciekawszy. Szczególnie jeżeli o walory estetyczne chodziło. Do tego nawet nie tak źle było z nim po prostu pogadać bez tego wianuszka śmiesznych dziewuszek obok niego. 
- Słabo mi nieco... i duszno - poskarżył się Julien.
Siedzieliśmy, piliśmy i gadaliśmy o pierdołach już jakiś czas. Niby żadnych konkretów, ot pomarudził coś o szkole, podpytał o co mi dokładniej chodziło z jego znajomymi i był nieźle w szoku, kiedy podzieliłem się z nim swoimi spostrzeżeniami.
- Chodź - pomogłem mu wstać i poprowadziłem go do ogrodu. 
O dziwo było tu dość cicho. Towarzystwo nie zdążyło się jeszcze zwarzyć więc nikt nie rzygał w krzakach. Tylko tleniony kurdupel coś słabo walczył.
- Lepiej? - spytałem, kiedy przysiedliśmy na dwuosobowej huśtawce. 
- Już drugi raz się o mnie martwisz... - stwierdził i spojrzał na mnie tak jakoś... Sam nie wiem. Wiedziałem tylko, że uśmiechnął się do mnie spokojnie i po prostu słodko. Zaraz jednak wziął głębszy wdech, a ja nie potrafiłem oderwać wzroku, od jego rozchylonych ust. Nie powinienem, prawda? Nawet jeżeli plan Mari był taki, a nie inny, a ja tak cholernie tego chciałem. Tylko, że...
- A chuj z tym... - wymamrotałem pod nosem i zanim chłopak zdążył zrozumieć co zamierzam, złączyłem swoje usta z jego. Były chłodne, tak jak podejrzewałem, ale przy tym miękkie i słodkie. Wręcz rozkoszne...

<Notka od pisarza... O czym myśli teraz Ari? A proszę!
Dziękuję za uwagę ^,^ >

2 komentarze:

  1. Tak, porozmawiać... Już to widzę... Nasz Bad Boy troszeczkę sobie za dużo pozwala ale przynajmniej dba o dodatkowe ćwiczenia innych gości. :3 To zważenie się towarzystwa, jak jakieś mleko. XD O tak! Na to czekałam! Pierwszy kiss a śnieżynka pewnie zwieje znając takich.

    OdpowiedzUsuń
  2. No, Mari to jednak niezła agentka. Tak ich spiknęła, że aż naszemu tlenionemu się niedobrze od alko zrobiło ._. Aż wyjść chłopaczki musiały. Jak ja się ciesze, że Ari zainteresowany był głównie sopelkiem. Uuu, no to poleciał chłop... Pierwszy całus naszych milusińskich. No i co na to Julek? *-*

    OdpowiedzUsuń