sobota, 25 lutego 2017

Rozdział VIII - Matczyna miłość

Już dawno nie wracałem do domu tak zły, jak dziś. Przez tego dupka w rezultacie ominąłem szerokim łukiem wszystkie wykłady i zajęcia, w rezultacie zawitałem jedynie do tej pamiętnej kawiarenki, gdzie po raz pierwszy spotkałem Pana Chodzącą Zapałkę. Śmiesznie, bo minął już prawie miesiąc od tego wydarzenia. Miesiąc, przez który niemal codziennie oglądałem go na korytarzu, potem w sali, na końcu na imprezie i... Ugh, jestem głupi, po co tyle o tym myślałem? Znaczy, to nie ja byłem głupi, tylko on, bo to on ubzdurał sobie, że mu się podobam. Ja jemu? A srał pies, nie obchodziło mnie to. Ale jak mógł mi to powiedzieć? Czego oczekiwał? Że wpadnę mu w ramiona czy co? Przepraszam, ale nie byłem w stanie. Bądź co bądź to wciąż był mężczyzna, a mężczyźni ze sobą nie powinni być. Znaczy... tak od zawsze myślałem, tak miałem wpojone i ciężko mi było spojrzeć na takie męsko-męskie relacje w inny sposób. Szczególnie więc byłem zły na siebie za to, co zrobiłem... zrobiliśmy w zeszłą sobotę. To nigdy, powtarzam: NIGDY nie powinno się stać, a ja nie powinienem czerpać z tego tak dzikiej radości. Nie podobało mi się to ani trochę, cały chodziłem zdenerwowany, kryłem się jak szczur po kątach, a on tak bez żadnego wstępu prosto w oczy powiedział mi, że to właśnie JA wpadłem mu w oko. To wszystko... było... złe.
W domu także nie było ani trochę dobrze. Opuściłem wykłady, znowu. Rozpraszałem się, jakżeby inaczej. W dodatku, kiedy po całym dniu szurania w kapciach od salonu do swojego pokoju przez kuchnię wreszcie usiadłem razem z kotem i budyniem, znikąd przyszwędała się moja matka. Była to wysoka kobieta, o niebieskich oczach i prostych, blond włosach ściętych na boba. Tak samo, jak zawsze usta miała pomalowane matową, bordową szminką... odkąd pamiętam zastanawiałem się, jakim cudem ona się nie ściera, bo od rana do nocy jej usta wyglądały wciąż tak samo. Ubrana w granatową garsonkę, jakby właśnie szła do biura właśnie usiadła przede mną i spojrzała jakimś takim wyczekującym wzrokiem.
- Coś zrobiłem? - spytałem, zabierając się za przygotowany budyń czekoladowy.
- Jeszcze masz czelność pytać? - ach, jak zawsze, taka ciepła i kochana, pełna matczynego chłodu w głosie. Przysięgam, czasem odnosiłem wrażenie, że zaszła pomyłka i to ona powinna mieć moje zdolności. No jak Boga kocham, jej spojrzenie potrafiło zamrozić bardziej niż ja! - Co ty robisz w domu?
- Jem budyń..? - uśmiechnąłem się, chcąc trochę rozluźnić atmosferę, gdyż wiedziałem, co się szykuje.
- Nie wygaduj bzdur. Wyszedłeś rano i niecałą godzinę po tym wróciłeś. Znowu opuściłeś wykłady.
- Tak, wiem, ale nic się nie stało, spokojnie. Po prostu wezmę od kogoś notatki i...
- To ja płacę za twoje studia, a ty siedzisz w domu?! Jakie lekkomyślne podejście, zapewne po ojcu – warknęła, zakładając nogę na nogę i krzyżując ręce na piersi.
- Jutro pójdę, dziś czułem się gorzej i chciałem wrócić...
- Nie obchodzi mnie to, że się gorzej poczułeś. Kiedy byłeś w liceum, chodziłeś na wszystkie lekcje, dopóki nie miałeś gorączki czterdziestu stopni. Nagle sobie odpuściłeś?
- Nie, nie, skąd! Po prostu ostatnio czuję się naprawdę dziwnie... chyba coś mnie bierze, powinienem iść do lekarza czy coś...
- Przestań kłamać! Odpuściłeś sobie wykłady, siedzisz w domu, nic nie robisz, a w dodatku wychodzisz gdzie chcesz i wracasz pijany!
- Tylko raz! Jeden, jedyny raz gdzieś wyszedłem. W dodatku w sobotę, no mamo. Ty chyba nie wiesz, ile ludzi z mojego roku imprezuje w środku tygodnia. Powinnaś być zadowolona, że ja tak nie robię.
- Zadowolona? - prychnęła, na co ja wygoniłem kota z kolan. Żal mi było, by Puszek musiał tego wszystkiego słuchać. - A z czego ja mam być zadowolona, powiedz mi? Z tego, że znikasz gdzieś na noc, a ja z samego rana widzę cię z jakimś gangsterem na podjeździe? Z kim ty się w ogóle zadajesz?
- Z nikim takim, o wypraszam sobie! To był jednorazowy wybryk, no Jezu...
- Nie interesuje mnie to! Chcę wiedzieć, gdzie wtedy byłeś i co robiłeś, a przede wszystkim kim był tamten chłopak?
- Nikim! Zwykły... znajomy... podrzucił mnie do domu, bo nie chciałem, żebyś mi robiła chore wywody!
- Wywody?! Jak ty się do matki wyrażasz?! Nie poznaję Cię, zmieniłeś się.
- No i może dobrze, co? Ile czasu mam żyć, tkwić, nic nie robić? - warknąłem, wbijając w nią spojrzenie. Poczułem, jak robi mi się zimno, a materiał fotela zamarza pod moją ręką. - Jeden raz nie wróciłem na noc, JEDEN. I tylko jeden poszedłem się rozerwać, a ty wrzeszczysz mi nad uchem, jak...
- No jak co? Proszę bardzo, dokończ! Nie uważasz, że się zapędziłeś? Nie tak Cię wychowałam!
- A daj mi święty spokój... - wstałem z fotela, biorąc z powrotem kota na ręce i poszedłem na schody.
- Julien, masz w tej chwili wrócić! Jeszcze nie skończyłam!
- Ale ja skończyłem! Mamo, chyba zapomniałaś, że już nie jestem dzieckiem. Nie będziesz mi mówić, co mam robić!
- Dopóki tutaj mieszkasz, będę i ty masz się mnie słuchać, zrozumiałeś?!
- Już niedługo – warknąłem pod nosem i ciężkim krokiem poszedłem na górę, do pokoju. Położyłem kota na łóżku i... kurwa mać, zostawiłem budyń na dole. No ale nic, właśnie dla takich chwil ma się skrytkę na słodycze w pokoju. 
To chyba był najgorszy możliwy scenariusz tego dnia. Nie ma to jak się nie wyspać, zdenerwować, doprawić nerwy Amebą, a na wieczór przychodzi ukochana mamusia, która wbiła ostatnie szpilki. Czułem, jakby coś we mnie pękło, bo po raz pierwszy od bardzo dawna miałem taką ochotę, by się wykrzyczeć. Rzuciłem się na łóżko i spojrzałem w sufit. Co się działo w moim poukładanym życiu..? Było tak zajebiście nudno, ale wszystko było takie proste. A teraz? Od jakiegoś czasu nie mogłem skupić się na nauce, a wyniki z ostatniego testu nie powaliły ani mnie, ani tym bardziej mojej matki. Ciekawe więc jaką ocenę dostała Ameba... Właśnie... WŁAŚNIE! Wszystko było jego winą! Odkąd go zobaczyłem... wiedziałem, po prostu wiedziałem, że jest z nim coś nie tak! Tylko nie spodziewałem się, że jeden debil będzie w stanie tak zamieszać w moim życiu.
Usłyszałem nagle pękający lód, a następnie miauknięcie kota, który zaraz zeskoczył z łóżka. Poderwałem się do siadu i wtedy zobaczyłem, jak to moja cała kołdra, poduszki, a także materac pokrywa wielka lodowa czapa i szron. Serio byłem aż tak zły..? Na razie zszedłem z łóżka i przysiadłem na miękkim dywanie naprzeciwko telewizora, który też włączyłem. Czas posłuchać wiadomości i poprawić sobie nastrój tym, że może ktoś miał gorzej.
Dziś po południu kamery miejskiego monitoringu uchwyciły sylwetkę nagiego motocyklisty. Niestety żadne ze zdjęć nie wyszło na tyle ostre, by można było odczytać numery rejestracyjne pojazdu. W tej chwili mogą państwo zobaczyć to, co zarejestrowały kamery”
Wsłuchałem się w to z niedowierzaniem. Naprawdę ktoś był tak głupi, by jechać nago przez miasto? Dobre sobie, żałuję aż, że nie widziałem go w drodze do domu! Ale zaraz, zaraz... Przewinąłem kawałek i w pewnym momencie zatrzymałem obraz, mrużąc przy tym oczy. Ja znam ten motor! I te cztery litery zresztą też! Się zdziwi, jak mu o tym powiem! Jednak nawet głupie wiadomości mogą poprawić człowiekowi humor, no proszę. A skoro było mi już lepiej, to czas przystąpić do fazy odmrażania łóżka... pora iść po suszarkę, trochę mi to zajmie.

Nazajutrz nie chciałem spieszyć się na wykład o 10. Bardzo nie chciałem, najbardziej na świecie pragnąłem zostać w domu, choćby po to, by zrobić na złość matce. No do cholery jasnej, nie będzie mi życia układać, skończyło się rumakowanie. Jedną rzeczą, która zmotywowała mnie do pójścia w to miejsce była wiadomość o „Motocykliście w stroju Adama”. Niby miałem zamiar już z nim nie rozmawiać, jednak po całej nocy pełnej przemyśleń doszedłem do wniosku, że przyda nam się jeszcze jedna rozmowa. Tym razem jednak na spokojnie i bez szaleństw, kiedy emocje już trochę opadły. Przecież nie chciałem na nowo mieć wroga, no bo po co mi on? A z Zapalniczką szło się dogadać, tylko niech mnie więcej nie całuje, bo... bo znowu wszystko się zachwieje.
- No dzień dobry~ - przywitałem chłopaka, zachodząc go od tyłu. Miałem nadzieję, że rozmowa od razu nie zejdzie na tamten ton i będziemy mogli porozmawiać chwilę o tej zabawnej historii. - Wiesz, że widziałem wczoraj twój tył w wiadomościach? - zacząłem i zaśmiałem się, zerkając na niego z ukosa. I teraz mnie coś wzięło, teraz zacząłem się denerwować... jak mi odpowie?

3 komentarze:

  1. "motocyklista w stroju Adama" no nie moge XDDDD zamrozil łóżko... oj ja wiem kto by mu je chętnie rozgrzał.. no nie Arien? :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko by ono odmarzło, a powstałaby sauna x"D

      Usuń
  2. No przykro śnieżna, takie życie. Jeszcze nie wiesz ale jesteś jego. :> Ja nie wiem, na jego miejscu uciekłabym do nowego przyjaciela. <3 Ta kobieta jest przerażająca! Hahahaha. Będzie ciekawa rozmowa. :3 Ale najpierw trzeba odmrozić łóżko. Ta rozmowa będzie boska, czuje to. :D

    OdpowiedzUsuń