Całą niedzielę zmarnowałem na myśli
o swoim sobotnim wybryku. Od początku powinienem być do tej imprezy
sceptycznie nastawiony, a wtedy nic by się nie stało. Jak mogłem
dać się zwieść rudowłosej piękności ot tak po kilku minutach
rozmowy? Impreza. Ja. Nigdy więcej. Może gdybym jeszcze został
przy tym stoliczku i skończył picie po dwóch drinkach, ale nie.
Najbardziej przerażało mnie to, że nie mogłem wyrzucić go z
głowy. Jego smak, zapach, ta inna, obca mi dotychczas twarz Ariana
skutecznie stłamsiły wszystkie inne myśli. Nie byłem więc ani
przygotowany na kolejne zajęcia, ani szczególnie gotowy psychicznie
na ponowne zetknięcie się z nim na uczelni.
Jak Boga kocham, szedłem tym
chodnikiem z duszą na ramieniu. Znowu ukrywałem twarz pod maseczką,
a oczy rozglądałem się wokół, jakbym był jakimś podrzędnym
złodziejem. Nie chciałem tu być, z całego serca nie chciałem.
Miałem całe mnóstwo obaw dotyczących spotkania z Ameba, choć z
drugiej strony bardzo chciałem z nim porozmawiać. Jednak jeśli nie
spotkam go sam, inni nie pozwolą nam się do siebie zbliżyć, a na
wykładzie mam 50% szans, że usiądzie obok mnie. A jeśli by
usiadł, to nie będę przecież przeszkadzać pani profesor. Chyba
za dużo myślałem kombinowałem, jakby tu czmychnąć, jak szczur
do środka, bo tak niechybnie dałem się wciągnąć za róg.
Otworzyłem szeroko oczy, Arian. Znowu on... to dobrze! Nie, nie
dobrze. Jak mam z nim teraz rozmawiać..?
- Jak ci minął weekend, Julciu? -
zdębiałem, słysząc to zdrobnienie. To na pewno do mnie? Przecież
nie byłem dziewczyną!- Dobrze..? - odpowiedziałem, obserwując jego mimikę. Na razie pozostawała niezmienna... cieszyć się czy raczej na odwrót? Spojrzałem szybko w obie strony i wziąłem wdech. - Słuchaj, jeśli chodzi o to w sobotę...
- No..? - ponaglił mnie i rzucił wyczekujące spojrzenie.
- Zapomnijmy o tym, jakby nic się nie wydarzyło.
- Niby dlaczego?
- Ale jak to dlaczego? - zamrugałem szybko oczami. - Po co o tym pamiętać..?
- Normalnie... a po co chcesz o tym zapominać?
- Byliśmy pijani. To by się nie zdarzyło, gdybyśmy wypili ciut mniej...
- No i co z tego, że wypiliśmy?
- Jak możesz nie widzieć problemu..?
- W czym mam go widzieć? - przyglądałem mu się uważnie, kiedy ten oparł się ręką o ścianę obok mojej głowy. - To nie była wina alkoholu.
- Więc czego?
- Może tego, że mi się podobasz?- otworzyłem oczy jeszcze szerzej i wstrzymałem oddech.
- P-Proszę..? Nie, dziękuję, idę stąd – niestety, kiedy chciałem zrobić krok, on złapał mnie za ramię i przyciągnął z powrotem.
- Nie! Nigdzie nie idziesz póki mi nie powiesz o co Ci dokładnie chodzi!
- O to, że nic nigdy nie powinno się stać? Dla mnie pocałunek to coś więcej niż jakaś tam zabawa. Śmiejesz się ze mnie, przecież widzę. Upatrzyłeś sobie, tak? Od początku, "ten biały konus". Nie zamieszasz mi w głowie.
On mnie po prostu niszczy, czego tu się bać? Jakie wyznanie, zero wyczucia czy coś. Dobrze śnieżka, nie daj się tak łatwo. :D
OdpowiedzUsuń