niedziela, 19 marca 2017

Rozdział IX - Nowe porządki?

- Zdajesz sobie sprawę z tego, że płyta ci się zacięła? - spytałem, ale i uśmiechnąłem się przy tym. 
Julien miał zdecydowanie piękny uśmiech, a co gorsza wyjątkowo zaraźliwy. Okropność, naprawdę, bo zaczynałem przez to odczuwać do niego dziwny rodzaj sympatii. Chłopak dalej mi się podobał. Uważałem go za cudne wręcz zjawisko i jeżeli o jego wygląd chodziło to podobało mi się wszystko. Jego postura, zgrabny tyłek i ta delikatność, która rzucała się mimo wszystko w oczy. Do tego ta jego piękna buźka. Nawet te jego białe włosy choć zdawały mi się na początku dość dziwne teraz dodawały mu tylko swego rodzaju uroku i zwyczajnie do niego pasowały... do tego jaki był, jakie zdolności posiadał. 
Tylko co z tego? No nic... Szczególnie, że dał mi jasno do zrozumienia, że nic między nami ma nie być, że tego nie chce i tyle. Dziwnie mnie to... kłuło. Niby po takim czasie nie powinno. Wkurw mi przeszedł, było dobrze, a jednak... Została jakaś pustka. Nieprzyjemna jak cholera. 
- Dziś będziesz musiał sobie dać radę sam - stwierdziłem.
- Wychodzisz...? - spytał widocznie zaskoczony.
- Owszem. Mam robotę - oznajmiłem tylko i upiłem spory łyk swojej kawy. Jak zwykle wrzącej i gorzkiej.
- Nie powiesz mi o tej swojej pracy nic więcej, prawda? - dopytał chyba tylko tak dla pewności.
- Jeszcze pomyślę, że się o mnie martwisz, konusie - zaśmiałem się. - Nie, nie powiem ci nic więcej, bo zwyczajnie nie ma takiej potrzeby. To ciebie nie dotyczy i nigdy dotyczyć nie będzie.
- No dobrze... - dał wreszcie za wygraną, przynajmniej na jakiś czas. 
Wypiliśmy kawę, nieco przy tym rozmawiając. O niczym konkretnym tak właściwie. Zwykłe co gdzie jest w domu, pasuje kupić jutro to i to. Czułem się z tym... dziwnie. Od czasu mieszkania z matką nie odbyłem rozmowy tego typu.
- Wrócę raczej w nocy - oznajmiłem w końcu, wstając. - Jak coś to dzwoń czy jak. Klucze biorę.
- Uważaj tam na siebie - poprosił, co znów zbiło mnie z tropu, mimo to nie dałem tego po sobie poznać.
- Nie mam zamiaru - wyszczerzyłem się i wyszedłem.

Dzisiejsza walka okazała się tak nudna, że aby zaznać choć odrobiny rozrywki postanowiłem stoczyć jeszcze jedną. Nie, żeby była jakoś bardziej pasjonująca. Byłem dzisiejszego wieczora paradoksalnie spokojniejszy i bardziej skupiony niż ostatnio, nawet jeżeli moje myśli co i rusz wracały do mojego nowego współlokatora. Zastanawiałem się co robi, czy daje tam sobie radę sam... Pewnie tak. W końcu był jednym z tych grzecznych, ale rozgarniętych nawet jeżeli jego mamuśka wyglądała na niezłą żmiję, która najchętniej zamknęłaby go w klatce. 
- No nieźle ci dziś poszło - zachwycał się Tarix.
- Też tak myślę - rzuciłem i zwyczajnie wyszedłem. Miałem zamiar wrócić do domu, wziąć prysznic i walnąć się do łóżka. Wcześniej jednak miałem ochotę sprawdzić co z Julienem...
Kiedy podjechałem pod dom dochodziła pierwsza w nocy. Nieźle się zdziwiłem widząc światło zapalone w salonie. Wszedłem pospiesznie na piętro, otworzyłem drzwi i wszedłem do mieszkania. Pierwszym co ujrzałem po wejściu był... wypięty tyłek. Mimowolnie przekręciłem lekko głową gapiąc się na to, jak Julien próbuje coś wyciągnąć spod szafki.
- A-Arian? - zdziwił się i przysiadł an podłodze, pozbawiając mnie nader przyjemnego widowiska.
- Pomóc ci? - spytałem, ale nie czekając na odpowiedź zwyczajni szarpnąłem szafkę, przesuwając ją. 
- Dzięki... - rzucił chłopak i sięgnął po klucze, które wpadły centralnie za mebel i to na tyle wrednie, że nijak nie można by było się do nich inaczej dostać. - A co ty tak wcześnie? - spytał, wstając.
- Wcześnie? Ty wiesz która jest godzina? W ogóle dlaczego jeszcze nie śpisz? - wypytałem.
- Zabrałem się za sprzątanie i... chyba straciłem poczucie czasu - zaśmiał się krótko, z lekkim zakłopotaniem.
Teraz dopiero zdałem sobie sprawę z tego, że mieszkanie... inaczej pachniało... Czuć było te wszystkie środki do czyszczenia, które niby to miały zapachy kwiatów, cytrusów czy innego takiego, ale dalej czuć było w nich tę chemiczną, syntetyczną nutę. Do tego było jakoś... jasno? Miejsca zrobiło się też dziwnie dużo, a i dźwięk rozchodził się inaczej... Zauważyłem po chwili nawet dlaczego tak się działo. Chłopak, skacząc chyba po krzesłach, bo drabiny nie posiadałem, pościągał zasłony, najwidoczniej, żeby je uprać.
- Coś ty zrobił z moim mieszkaniem...? - wymsknęło mi się. Dobra... może to i ok, że czysto, ale... przy okazji dość dziwnie. Mimo wszystko każda rzecz miała tu jakieś tam swoje miejsce, może nie najwłaściwsze, ale takie, do którego byłem przyzwyczajony, podobnie jak do ogólnego wyglądu pomieszczeń czy choćby zapachu... Nagle to się pozmieniało... Wiedziałem nawet co... Nie byłem już tu sam, co stopniowo docierało do mnie coraz mocniej.

1 komentarz:

  1. Tak Ari, masz jeden z małych cudów świata i się ciesz. Dlaczego mam wrażenie że wróci obity albo pijany i zacznie się dobierać do księżniczki? Mózgu... Przestań... Dlaczego mi to robicie? Tyle podtekstów a pewnie długo nic się nie będzie dziać. :3 Matko i córko... lodowy tajfun sprzątania. Dajcie mi go. <3

    OdpowiedzUsuń