- Jak to co? Doprowadziłem... do
względnego porządku – odparłem, wstając z podłogi.
W końcu wziąłem się do pracy krótko
po tym, jak wyszedł, a skończyłem zaledwie pół godziny temu.
Porażka... jak można tak zarosnąć? Mieszkanie powinno być czyste
i sterylne, podłogi odkurzane co trzy, no góra cztery dni, a kurze
wycierane minimum raz w tygodniu. Tymczasem tu miałem wrażenie, że
nie sprząta się wcale lub też od przypadku do przypadku. No ludzie
kochany, przepraszam bardzo, ale... trzy worki pełne śmieci..?
Arian... Ty flejo...
- Ale tu wszystko miało swoje
miejsce... - spróbował się bronić, wciąż zerkając to tu, to
tam. Śmiać mi się chciało, widząc go w takim stanie. W końcu
niecodziennym widokiem była zmęczona Ameba, która zastaje
zupełnie co innego, niż zostawił..
- No nie piernicz dłużej... -
jęknąłem żałośnie, ściągając z twarzy maseczkę ochronną i
rękawiczki z dłoni. Tym razem nie przez chorobę, a przez
strach... zwykły strach, co mogło się zagnieździć. - Patrz jak
czysto!
- Nie wiem, gdzie co jest!
- Odnajdziesz się, nie bój się.
Starałem się nie zmieniać zbytnio położenia przedmiotów... no
chyba, że były pod kaloryferem, tego to już nie pojmuję.
Westchnąłem, kręcąc głową.
Naprawdę rozumiałem, że może nie miał czasu robic to regularnie,
ale... nie, dobra, nie potrafię go usprawiedliwiać. Czasu miał az
nadtto, leń pieprzony. Chodzic na imprezy miał czas, podbijać do
kogo popadnie też, to nie miał czasu wziać do ręki odkurzacza?
Albo chociaż miotły? Zwinałem w rękach maseczkę razem z
rękawiczkami i wrzuciłem je do worka ze smieciami przy drzwiach.
- Rano pójdę wyrzucić. W kuchni
masz kolacje... nie wiedziałem, czy będziesz chciał jeść, ani o
której wrócisz, więc zrobiłem kanapki. Są w lodówce, na
talerzyku pod talerzykiem - spojrzałem do niego i uśmiechnąłem
się lekko. Chyba, skoro razem mieszkamy, powinniśmy mieć ze sobą
dobre stosunki... więc zrobienie kolacji nie wydawało mi się
niczym złym. - W twoim pokoju też posprzatałem... - ciągnąłem
dalej. - tamte czerwone koronkowe gacie zza łóżka wyrzuciłem,
nie szukaj. Poza tym raczej tylko poukładałem, nic ci nie
wyrzucałem i w ogóle, jak nie ruszony tylko czystszy –
uśmiechnąłem się szerzej. - A teraz idź się może wykąp,
pójdę drugi. Ty go chyba bardziej potrzebujesz.
Nie będę się wypowiadać bo sama mam burdel na kółkach. XD To było boskie, po prostu boskie. Nawet kolację zrobił słodziak. <3
OdpowiedzUsuń