środa, 8 marca 2017

Rozdział VIII - Mała wizyta u Mamuśki Samo Zło.

Siedziałem na tym cholernym krześle w pieprzonej sali i gapiłem się w drzwi. Tak, byłem przed czasem i już tu kwitłem. Dlaczego? No nie wiem... może dlatego, że tego cholernego konusa nie było na zajęciach już bity tydzień? Czy się martwiłem? Nie! Oczywiście, że nie. Ja tylko... zastanawiałem się co się z nim dzieje. Dlaczego go nie było?  Co się do cholery takiego podziało?
Wciąż myślałem o tej naszej ostatniej rozmowie. Co... focha zaliczył? Obraził się, że nie chcę z nim szczebiotać jak reszta jego bydłopodobnego towarzystwa? Dziwił się? Najpierw jak to nie chce mieć nic wspólnego z kimś takim jak ja, a później śmiechy-chichy? No chyba coś mu się, kurwa, pomyliło. Tylko dlaczego do tego nie było go w tej pieprzonej budzie?
Jego znajomi okazali się tak bezużyteczni jak uważałem, ze są. Na jakiekolwiek pytanie z moich ust reagowali tak, jakbym właśnie wyznał im, że zamordowałem tuzin ludzi i zżarłem ich zwłoki. Cofali się bez słowa, albo rzucali jakieś lakoniczne "Kogoś innego zapytaj." Do tego to jak na mnie patrzeli. Jakbym nie miał najmniejszego prawa tu być, a już tym bardziej interesować się ich kolegą. Zajebiście!
Wstałem i nie przejmując się tym co tam marudziła psorka, w końcu był środek zajęć, wyszedłem. To, co chciałem zrobić nie należało pewnie do rzeczy mądrych... W ogóle konus nie powinien mnie już dalej obchodzić... Mimo to... Nie byłbym w stanie wytrzymać dłużej w niepewności. Cierpliwości od zawsze miałem jak na lekarstwo, o ile w ogóle, a ta sprawa nie dawała mi spokoju.
Wsiadłem na Lalunię i ruszyłem pędem w stronę domu Juliena. Głupota, absurd i jeszcze raz szczyt głupoty. Sam chciałem, żeby ten knypek trzymał się ode mnie z daleka, żeby się nie wpieprzał, a sam co robiłem? Wpieprzałem się! Brawa!
Zatrzymałem się pod sporym domiskiem, które zamieszkiwał chłopak wraz z rodzicami. Miałem nadzieję, że jeżeli jest w domu, to sam. Jeszcze tego mi brakowało, żebym musiał się z jego starymi witać. Chciałem się tylko dowiedzieć czy konus żyje i czy wróci na zajęcia, tyle, nic więcej...
Zapukałem i już wiedziałem, że to był zły pomysł, bo usłyszałem kobiecy głos. W następnej chwili drzwi otworzyły się i stanęła w nich smukła blondynka.
Teraz to powiało chłodem... Kobieta spojrzała na mnie w taki sposób, że miałem mimowolny odruch, żeby się cofnąć. Mimo to nie miałem zamiaru tego robić.
- Dzień dobry. Zastałem Jul - ugryzłem się w język, bo miałem już zamiar powiedzieć "Julcię" - Juliena?
- Nie widzę powodu, dla którego miałabym komuś takiemu jak ty udzielać jakichkolwiek informacji na temat mojego syna - stwierdziła ostro. No czyli wcale się co do niej nie pomyliłem. Mamuśka samo zło, co?
- Mimo to chciałbym wiedzieć dlaczego nie ma go na uczelni od tygodnia - nie dawałem za wygraną.

1 komentarz:

  1. Oj martwi się płomyk, martwi. :D Wiedziałam że do niego pojedzie. Byłam tego pewna. Naprawdę matka Julci jest aż taka przerażająca że nawet Ari czuje niepewność? ON? Dobrze, nie odpuszczaj mamuśce, nie daj się tak łatwo wygonić.

    OdpowiedzUsuń