- Ma ta twoja mamuśka temperament - rzuciłem.
Szczerze mówiąc to rozwój wydarzeń nieco mnie zszokował. Niby przyjechałem, żeby zobaczyć się z Julienem, ale nie sądziłem, że przestąpię choć próg, o wizycie w jego pokoju nie wspomnę.
Pierwszym co mi się rzuciło było to, że w pokoju panował zwyczajnie mróz, albo niemal, bo dosłownie para mi z ust leciał. Co innego co prawda, że ja byłem jak zwykle rozpalony. Mimo to jednak nie powinno się dziać coś takiego, nie kiedy na dworze było wyjątkowo ciepło mimo, że mieliśmy jesień.
- Nie macie tu jakiegoś ogrzewania czy co? - spytałem automatycznie.
- Nie... To ja. Jestem nieco przeziębiony i nie koniecznie and tym panuję - skrzywił się.
- To dlatego nie przychodziłeś na zajęcia?
- Tak, właśnie dlatego.
- Powinni ci tu jakiś grzejnik wstawić, bo jak będziesz siedział w takiej zimnicy to nigdy nie wyzdrowiejesz - stwierdziłem i podrapałem się po szyi, bo zaczęło mnie swędzieć gardło.
- Ogrzewanie chodzi na max, ale... nic to nie daje - pożalił się. - Może skocze na dół i zrobię ci coś do picia? - spytał zaraz.
- Nie t.. - nie skończyłem bo zakręciło mnie w nosie i kichnąłem. Raz, drugi, trzeci. - Nie trzeba... - Ledwie zdołałem powiedzieć, a znów zacząłem kichać i to nie raz, a kilka.
- Coś nie tak? - zaniepokoił się białowłosy.
- Czy ty masz może... - znów dopadł mnie atak kichania - ...kota? - spytałem z ledwością. Oczy mi łzawiły, a w gardle drapało jakbym się papieru ściernego nałykał.
- T-tak... Jesteś uczulony?
Skinąłem, na co on otworzył drzwi i wyszliśmy z domu odprowadzani wściekłym spojrzeniem blondynki. Po dłuższej chwili na świeżym powietrzu poczułem się nieco lepiej, nie żeby oczy mnie nie piekły.
- Przepraszam... nie miałem pojęcia - zaczął się tłumaczyć.
- Raczej nie bardzo miałeś prawo wiedzieć - stwierdziłem. - W każdym razie chciałem tylko zobaczyć, czy... żyjesz - oznajmiłem.
- Mogłeś zadzwonić.
- Nie mam twojego numeru.
- Usunąłeś?
- Spaliłem sobie telefon... i portfel, i ubrania.... - wymieniłem, na co chłopak zaśmiał się kojarząc fakty.
- To dlatego...?
- Tia... Ale ty to chyba powinieneś wracać do domu, bo Mamuśka Samo Zło pragnie mnie właśnie zabić wzrokiem, ciebie z resztą tak samo.
- Arian... - zaczął chłopak, kiedy kichając jeszcze ruszyłem w stronę motoru. - Dziękuję za odwiedziny.
- Dobra, dobra... Zdrowiej, konusie - wyszczerzyłem się do niego, ale zaraz zacząłem orać paznokciami skórę na szyi. Wsiadłem jednak na Lalunię i ruszyłem tak, że została za mną smużka dymu.
Nasz przyjemniaczek ma uczulonko... Jakże mi przykro... To wytłumaczenie czemu stracił numer. <3 Kocham. Mama z piekła rodem, Julicia ty lepiej pakuj się i uciekaj jak mówiłam.
OdpowiedzUsuń