Kiedy matka znika ci z oczu na dziesięć
minut – wiedz, że coś się dzieje. Jak się okazało, tak było i
tym razem, tylko szkoda, że jeszcze o tym nie wiedziałem.
Postanowiłem cieszyć się chwilą jej nieobecności w kuchni i w
spokoju zrobić sobie herbatę.
Kobieta stojąc w drzwiach uważnie
przyjrzała się obcemu chłopakowi, po czym spojrzała gdzieś w
dal. Aha, jest i motor. Już wszystko wiedziała.
- To ty ostatnim razem odwiozłeś
go pod dom.- No ja.
- I myślisz, że to Cię we wszystkim usprawiedliwia? Julien nic mi o tobie nie wspominał, nie będę ci więc udzielać żadnych informacji.
- Przyszedłem zadać jedno, małe pytanie. Niech mi Pani odpowie.
- Powiedziałam już chyba, że nie. Radzę ci trzymać się od niego z daleka. Jeszcze tego by brakowało, żeby mój syn włóczył się z kimś twojego pokroju.
- Czyli, kurwa, jakiego?
Podniosłem głowę słysząc to
warknięcie. Przesłyszało mi się..? Niemożliwe. Zostawiłem co
robiłem i podszedłem bliżej drzwi.
- Jak ty się wyrażasz, gówniarzu?
Chyba przydałaby się tu komuś lekcja dobrego wychowania i...
- Arian? - przerwałem jej,
przeciskając się przed jej osobę. - Co ty tu robisz?
- Julien, w tej chwili wracaj do
środka – syknęła na mnie mamusia zza pleców.
- Dobrze, oczywiście – złapałem
szybko chłopaka za nadgarstek i wciągnąłem za sobą do środka,
od razu kierując się na schody. Widziałem to kompletne
niezrozumienie na twarzy Ameby, ale jakoś nie miałem wyboru.
Miałem się znowu posłuchać matki? Znowu?
- Julien! Wracaj tu, powiedziałam!
- Nieuprzejmie jest rozmawiać z
gościem w drzwiach! - krzyknąłem i zamknąłem za nami drzwi od
mojego pokoju. Uff, nareszcie, cisza, bez tego krzykacza na dole.
Ale zaraz... wciąż nie jest dobrze...
byłem sam w pokoju z Amebą. Wpuściłem go do mojej prywatnej
przestrzeni, gdzie było zimno, jak w lodówce, a to wszystko przez
te niekontrolowane skoki temperatury. Do mojego pokoju, w którym
papierki po czekoladzie leżały na nocnej szafce i gdzie kot spał
pod kołdrą. Wpuściłem go właśnie do mojej świątyni przygód
Harry'ego Pottera i lawiny leków na drugiej szafce. Nie jest
dobrze...
- Przepraszam za mamę, zachowała się
okropnie...
Jaka ona wredna. :O Dobrze, zabieraj kochasia spod linii strzału. Tak, burdel na kółkach a ty go tu wpuściłeś.
OdpowiedzUsuń