Julien uparł się, że zajmie się obiadem. Stwierdził, że zrobi to sam. Nie sprzeczałem się. Skoro chciał to wiedział chyba co robi, prawda? Ruszyłem więc do swojej małej siłowni i zabijałem nudę wyciskając kolejne pompki i podciągnięcia. Musiałem przyznać, ze tym razem liczenie powtórzeń nie wychodziło mi najlepiej rozpraszało mnie to, że wciąż po głowie chodził mi Julien... To jak to wszystko między nami teraz wygląda... To jak mi się śnił. Zdecydowanie za długo mnie trzymało... Może to dlatego, że mi odmówił? Tylko, że... normalnie chyba bym to zwyczajnie olał. Tym razem nie mogłem.
Coraz przyjemniejszy zapach w końcu wygonił mnie pod prysznic. Szczególnie, że pobudził mój żołądek, który zaczął odwalać koncert.
Ruszyłem do kuchni, gdzie białowłosy postawił na stole dwa talerze.
- I co, trafiłem w twój gust? - spytał uśmiechając się słodko.
Musiałem przyznać, że danie wyglądało naprawdę smakowicie, a pachniało jeszcze lepiej. Zabrałem się więc za widelec i spróbowałem. Siedziałem chwilę przeżuwając i spoglądając na to, jak Julien wyczekuje mojego werdyktu. Bawiło mnie to szczerze mówiąc, szczególnie, że od bardzo dawna nie byłem w takiej sytuacji.
- No muszę ci powiedzieć, że naprawdę pycha - stwierdziłem, na co westchnął z ulga i uśmiechnął się jeszcze ładniej zabierając przy tym wreszcie za swoją porcję. - Jedyne co, to mogłoby być ostrzejsze.
- Lubisz ostre potrawy? - dopytał.
- Tak... Ostre i pieprzne smakują mi najbardziej, choć muszę przyznać, że z kurczakiem naprawdę trafiłeś. Lubię drób. Co do warzyw to bywa różnie, ale ogólnie nie jestem jakoś szczególnie wybredny - wzruszyłem ramionami.
- Ostre i gorące, co? - zaśmiał się, a widząc, że mu się przyglądam dodał: - Zwyczajnie to takie... no pasuje do ciebie. Ja za to lubię łagodne rzeczy... a już najbardziej słodkie.
- A do tego lurowante - dodałem z uśmiechem i zająłem się pałaszowaniem obiadu.
Dość dawno nie jadłem nic takiego... konkretnego i domowego. Sam raczej coś odgrzewałem albo robiłem coś prostego. Szczytem moich kulinarnych osiągnięć było wkrojenie do gara ziemniaków, kiełbasy i cebuli, zasypanie tego pieprzem i uduszenie. Reszta była raczej przynajmniej w połowie ze słoika... Albo z knajpy, co zdarzało się zdecydowanie najczęściej.
- Dziś też wychodzisz? - spytał chłopak kiedy skończyliśmy.
- Nie... dziś choćby nawet, to mi się zwyczajnie nie chce - opadłem na kanapę zadowolony z pełnego żołądka. Dawno nie obżarłem się aż tak, ale zdecydowanie było warto. Musiałem przyznać, że pasowało mi zapisać ogromny plus z posiadania współlokatora.
- A jak często pracujesz? - usiadł obok mnie i przyglądał mi się. Ta jego ciekawość mnie rozbrajała... Z jednej strony irytowała i to porządnie, bo nigdy nie lubiłem być wypytywany o swoje sprawy, ale z drugiej... to było coś innego. Taka zwyczajna rozmowa z kimś, kto się mną interesował. może i coś tam sobie pisał w głowie do szeroko pojętej opinii, ale nie stał i nie wrzeszczał.
- To... zależy. Czasami tylko raz w tygodniu, czasami kilka. Zależy od tego czy jest robota i czy mi się chce - sięgnąłem po pilota i zacząłem skakać po kanałach.
- Nie powiesz mi nic więcej, co?
- Ale cię to męczy... - sapnąłem.
- Tak... Z innymi rzeczami jesteś zawsze bezpośredni i szczery, czasami wręcz za bardzo, a z tą się kryjesz.
- Ponieważ to nie jest coś, o czym się od tak mówi, ok? Po pierwsze postronni nawet nie powinni wiedzieć, a po drugie masz jednak dość rozwinięty kodeks moralny. Kolejne kilka minusów do listy podpisanej "Ameba" w twojej głowie mi nie potrzebne.
- Och... - wymamrotał, ale odezwał się znowu. - A co robisz tak wiesz, poza pracą i imprezami.
- Odsypiam po pracy lub imprezie - zaśmiałem się. - A tak na poważnie to... chyba to nie mam za wiele zajęć poza grzebaniem przy Laluni i treningami. Najczęściej siadam przed telewizorem, oglądam jakiś film... Nic szczególnie pasjonującego.
- A co to za treningi?
- Od piątego roku życia trenuję karate, z biegiem lat doszło mi muay thai i krav maga - wyjaśniłem.
- Wcześnie zacząłeś.
- Mamie ktoś nawciskał kitu, że to pomoże z moją żywiołowością. Nie pomogło, ale za to miałem zajęcie, które zdecydowanie polubiłem. Uprzedzając zapewne kolejne pytanie. Tak, od dziecka byłem dość... nieznośny. Tak to nazwijmy. O tym, że coś ze mną średnio normalnie mama dowiedziała się kiedy miałem bodajże z cztery miesiące, stałą gorączkę i przykopciłem materac. Wszystko przez zwykła kolkę. A u ciebie jak to było, lodóweczko?
Niedźwiadku, przyznaj że go chcesz, bardzo chcesz. :3 Jaki on jest okrutnie okrutny w kwestii jedzenia. Żreć cały czas jakieś badziewia z knajpy? Weź się utop Arien. XD Jak się ukrywa, ma racje w sumie. Jaki on uroczy, no lubię go. <3
OdpowiedzUsuń