sobota, 15 kwietnia 2017

Rozdział XI - Pilot

Wizyta mamy Ariana była chyba ostatnim czego mógłbym się spodziewać. Nawet jeśli to raczej oczami wyobraźni widziałem wredną, najlepiej czarnowłosą kobietę, która raczej nie potrafi się ugryźć w język i jest co najmniej wredna. Może nie aż tak, jak ta moja, ale wredna i to bardzo. Byłem też mile zaskoczony faktem, że można było z nią tak po prostu porozmawiać o niczym. Przecież odkąd zrobiłem nam herbaty rozmowa się nie urywała, a to Arian coś mruknął, to ja dopowiedziałem i czas zleciał naprawdę milo.
W czasie, gdy Ameba postanowiła zalec na kanapie z pilotem w dłoni, ja odprowadziłem panią Rebeccę do drzwi. Tak się postępuje z gośćmi, nawet jeśli to twoi rodzice, ale zdawało się, że średnio go to obchodziło. W ogóle był jakiś... grzeczny dzisiaj. To przez wizytę jego mamy czy coś się stało? Może taki dzień, zwyczajnie wpadł w taki nastrój? A może mi się wydawało? Może to dziwnie zabrzmi, ale przez cały dzień zerkałem na niego kątem oka. Chyba nie zaniepokoiła się tylko i wyłącznie jego matka.
Wracając do salonu, zahaczyłem o kuchnię szybko zmywając talerze po obiedzie i kubki po herbacie oraz kawie. Nadszedł czas na coś słodkiego, więc ochoczo sięgnąłem po czekoladę, którą dla mnie kupił i usiadłem na kanapie obok niego. W czasie, kiedy gniotłem kolejne rządki, odłamując po kawałku słodkiej radości z każdego z nich, zerkałem na obraz migający w pudełku. Ja wiem, że gust mamy różny, ale oglądać taki chłam... no dobra, przesadziłem. Może to nie było takie złe, ale mógłby przełączyć.
- Weź daj na coś innego... - mruknąłem, wsuwając kolejną kosteczkę.
- Zapomnij.
- Zrobiłem ci obiad, coś za coś – sięgnąłem po pilota, ale uprzedził mnie i wziął go do ręki.
- Nie prosiłem się o obiad...
- No daj spokój, dawaj pilota – już go prawie miałem, kiedy podniósł rękę wysoko do góry.
- Spadaj, moja kolej. Ostatnio zanudziłeś mnie tymi dokumentami i komediami – odparł z zaciętą miną i ani myślał mi ustępować.
- Oddawaj, pomęczysz się jeszcze dzisiaj – wyciągnąłem rękę do góry, opierając się drugą o jego ramię.
- Nie mam zamiaru – mruknął i schował za sobą pilota.
No jak Boga kocham, dziecko z podstawówki... jednak skoro tak, trzeba było zejść do jego poziomu. Odsunąłem czekoladę na bezpieczną odległość i jednym ruchem sprawiłem, że już siedziałem okrakiem na jego kolanach. Spojrzałem z równą zawziętością w jego oczy i chyba nawet spuszyłem policzek. Skoro nie chce go oddać, to chociaż zasłonię mu obraz, ot co. Jednak w głębi duszy bardzo bawiła mnie ta sytuacja, więc nie zdołałem zbyt długo utrzymać tej twardej, nieskalanej postawy i po prostu się roześmiałem.
- Dawaj tego pilota, albo nie zejdę.

1 komentarz:

  1. Czy będzie walka o pilota? Byłoby słodko. <3 Tak, walka była i ten szantaż raczej bardzo się Ariemu spodoba. :D

    OdpowiedzUsuń