czwartek, 13 kwietnia 2017

Rozdział XI - Rodzinne spotkanko

Wszedłem do mieszkania i od razu skierowałem się do kuchni, z której dochodziły głosy.
- No wreszcie jest i mój syn - mama wstała i uśmiechnęła się do mnie jak zwykle i uściskała mnie. Zawsze dość śmiesznie to wyglądało, bo moja mam byłą jedną z tych osób, które były wielkie, ale duchem, za to wzrostu zdecydowanie jej poskąpiono.
- Wybacz, nie wiedziałem, że przyjedziesz. - Wszedłem głębiej do wnętrza i położyłem zakupy na blacie.
- Gdybyś odbierał telefon, to byś wiedział - rzuciła i usiadła znów, po czym uniosła kubek do ust.
- Przepraszam... Zapomniałem telefonu - tłumaczyłem się.
- Twoja kawa - Julien podał mi kubek.
- Dzięki - przyjąłem napój i podgrzałem go w dłoniach do wrzenia, jak zawsze to robiłem.
- Jak to miło, że wreszcie znalazłeś sobie towarzystwo - mama była widocznie bardzo zadowolona z obecności Juliena. Tego można się było spodziewać. Zawsze ją martwiło to, że mieszkam sam. Twierdziła, że nikt nie powinien być sam, że czasami każdy potrzebuje pomocy drugiego człowieka lub zwyczajnie czyjejś obecności. Ja nie potrzebowałem... Nie tak, jak inni. Dobra, mieszkanie z białowłosym miała sporo plusów i widziałem to, ale nic by się nie stało, gdybym dalej mieszkał sam.
- Długo tak sobie siedzicie i gawędzicie? - spytałem.
- Chwilę... - przyznał Julien. - Teraz siadaj bo jest obiad.
No i tak zasiedliśmy we trójkę do posiłku. Mama nie mogła się nachwalić tego, co ugotował mój współlokator. Musiała przy okazji ponarzekać, że jedyne czego udało się mnie nauczyć to nie spalić kuchni. Okazało się także, że mama przyjechała bo "burczałem w słuchawkę bardziej niż zwykle" i z tego powodu się martwiła. Nie umiałem zliczyć ile razy jej tłumaczyłem, że o mnie martwić się nie trzeba. Zawsze dawałem sobie radę ze wszystkim, nie mam pojęcia dlaczego teraz miałoby być inaczej. Rozmowa zeszła na temat studiów i tu znów Julien miał co nie co do powiedzenia choć o dziwo nie tak uszczypliwego jakbym się tego spodziewał. Mama była jednak zadowolona chociażby z faktu, ze nie na uczelni pokazuję i poznałem tam kogoś fajnego. Niektórych ludzi z mojego otoczenia mam nie była w stanie strawić. Na przykład kiedy widziała Tarixa to miałem wrażenie, że lada chwila albo mu wygarnie, albo przyłoży. Jak każda matka uważała, że ktoś ma na mnie zły wpływ i tyle... Dalej nie mogła zaakceptować, że byłem jaki byłem i nie zmienię się.
Mimo wszystko kilka godzin upłynęło szybko i w miłej atmosferze.
- Do zobaczenia - zaszczebiotał Julien kiedy moja rodzicielka zbierała się już do wyjścia.
- Odwiedzę was niedługo - stwierdziła jeszcze.
Miałem wrażenie, że coś ją... niepokoiło? Nie wiedziałem jak to nazwać. Mniejsza o to.
Ruszyłem do salonu i włączyłem telewizję, żeby obejrzeć co nie co. Akurat trafiłem na ciekawy film akcji. Totalna rozwałka i ciekawe sceny walki. 

2 komentarze:

  1. Dziwne że mamusia nie zdziwiła się że na luzie gotuje sobie kawę, to oni nie ukrywają swoich zdolności przed ogółem? No nic, mimo wszystko jest bardzo sympatyczna. Czy ich nie podmieniono w szpitalu? Naprawdę nie zdziwiło by mnie to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamusia to o moich zdolnościach wie od dawna...

      Usuń