- No ileż można czekać? - spytałem kiedy Julien wreszcie pojawił się na parkingu.
- Przeprosiłem przecież - stwierdził. - Spotkałem Mari i poszliśmy na kawę.
- A ta co tu znów knuje? - zastanawiałem się na głos.
- Nic... Przyszła zobaczyć się z jakąś znajomą. Dlaczego uważasz, że ona coś knuje? Wątpię aby to robiła, jest taka słodka...
Spojrzałem na Juliena uważnie. Aha... to już wiedziałem co się dzieje. Marika znów zabujała biodrami i wpadła w oko kolejnej ofierze. Zdecydowanie była w tym bardzo dobra. Potrafiła omotać i owinąć wokół palca każdego faceta, który nie był zatwardziałym gejem, a i tych nie rzadko potrafiła przekabacić na swoją stronę materaca.
- Tak... słodka jak naparstnica i bardzo droga w utrzymaniu - skwitowałem. - Radzę, żebyś nie tracił dla niej głowy. I tak jest zapracowana z grupką swoich wielbicieli.
- Jesteś strasznie uszczypliwy, wiesz? Dlaczego niby droga w utrzymaniu? Co ty insynuujesz?
- Nic, nic... Tylko mówię, a ty pomyśl na przykład skąd ktoś w jej wieku ma wielkie domiszcze i kiecki, na które nie jednej aktoreczki nie stać.
- Może ma bogatych rodziców...
- Tych, których nie widziałam odkąd skończyła pięć lat? - zakpiłem. - A może fundnęła jej to ciotka, która zajmowała się nią, bo nie miała innego wyjścia? No nie sądzę... Mari to dobra przyjaciółka i zawsze pomoże jeżeli będziesz pomocy potrzebować, ale wierz mi... zakochiwanie się w niej nie jest dobrym pomysłem.
- Czyli... znasz ją długo?
- Kradła mi łopatki w piaskownicy i była pierwszą dziewczyną, której zaglądałem pod spódniczkę, więc tak... znam ją bardzo dobrze. Dlatego wiem o czym mówię. A teraz zbieraj tyłek i jedziemy wreszcie do domu... - Wsiadłem an motocykl, a Julien zaraz zrobił to samo jak zwykle przyciskając swój tors do moich pleców.
Tego wieczora również nie mieliśmy okazji posiedzieć razem, bo okazało się, że Julien dostał zaproszenie od jakiegoś znajomego. Zawiozłem go więc na miejsce, tak w ramach przysługi, a sam pojechałem do roboty, bo Tarix znów zaczął mi jęczeć. Nie miałem pojęcia, że przez ten durny spęd towarzyski zaczną się dla mnie dni, które spokojnie mogłem zaliczyć do katorgi. Już kiedy odbierałem Juliena z tej cholernej imprezki rzuciło mi się w oczy to, że wyszedł z czarnowłosą ślicznotką. Później było oczywiście szczebiotanie do telefonu, a mnie... mnie kurwica brała. Szczególnie, że byłem zwyczajnie bezsilny. Pierwszy raz czułem coś takiego. Zwyczajnie nie mogłem na niego patrzeć kiedy siedział i gadał przez ten cholerny telefon albo pisał sms'y. Kiedy mówił o tej dziewczynie starałem się zwyczajnie nie słuchać, bo i po co? Dobijało mnie to. Nie powinno. Przecież chłopak już szmat czasu temu jasno dał mi do zrozumienia, że nie mam na co liczyć, mogłem sobie znaleźć kogoś innego, z tym, że... nie potrafiłem! Starałem się sporo wychodzić, ale kiedy tylko ktoś zaczynał się do mnie łasić zwyczajnie mnie to wkurwiało. Nie potrafiłem opisać tej irytacji i tego poczucia, że coś jest nie tak. Szczególnie, że miałem przez to zwyczajnie mętlik w głowie.
- Ari... wszystko gra? - z zamyślania wyrwał mnie Julien, który chwilę później położył mi dłoń na czole, zupełnie jakby mógł tym sprawdzić czy nie mam gorączki. Śmieszna, bo ja ją wiecznie zwyczajnie miałem choć ostatnio bywało mi... zimno. Zdecydowanie dziwne uczucie.
Julien był cudownie zakochany już prawie dwa tygodnie, a ja zaczynałem się z tym zwyczajnie godzić. Nie miałem z resztą innego wyjścia.
- Nic mi nie jest - burknąłem i odsunąłem jego dłoń na bezpieczną odległość.
- Strasznie jesteś ostatnio przygaszony... Do tego jesteś blady... Na pewno dobrze się czujesz? Może cię zaraziłem, co? Zrobię ci coś rozgrzewającego z witaminą C - zaoferował.
- Dzięki, nie mam zamiaru pić żadnych świństw. Nie jestem chory i nigdy nie miałem nawet kataru. Bakterie i wirusy mają małe szanse w starciu z normalną ciepłotą mojego ciała, a co dopiero jak się wkurzę. Nie powinieneś się tym przejmować i tyle...
- Wychodzisz? - spytał, kiedy ruszyłem do wyjścia.
- Tak... Mam nieco roboty - oznajmiłem i opuściłem mieszkanie.
Tak, robota była czymś, co ostatnio naprawdę mi wychodziło. Kiedy mogłem się wyżyć wszystko było odrobinę lepiej. Co prawda Tarix zaczął coś mniej marudzić... może to dlatego, że kiedy już wyłaziły ze mnie nerwy to po całości i kilka moich przeciwników skończyło w stanie, który ocenić można było pobieżnie jako krytyczny? Pewnie tak... W każdym razie lepsze było to niż zastanawianie się co Julien porabia z tą swoją dupą.
Ari taki podejrzliwy, pewnie zna ją aż za dobrze. Nie kradzieże łopatek miałam na myśli ale mniej więcej o to chodziło. ;) Czyżby śnieżynka dziewczynę znalazł? Och nie, jak możesz... Jeszcze się bezczelnie martwi o naszego płomyka. Przynajmniej robota dobrze idzie, tyle dobrze.
OdpowiedzUsuń