Niewątpliwie Arian i Mari znali się
już naprawdę długo. Jak to powiedział... od samej piaskownicy.
Czy to oznaczało, że naprawdę nie kłamie? Marika zarabiała na to
wszystko... swoim ciałem? Taka piękna dziewczyna? Tak urocza,
zabawna, wyjątkowa... nie, nie chciałem w to wierzyć. Nie chciałem
też patrzeć na nią teraz przez pryzmat słów Ameby, jednak...
miałoby to sens... cholera jasna. Naprawdę? Dlaczego Marika?
Przecież wydawała się taka... inna... teoretycznie była, bo
jeszcze nigdy nie spotkałem się oko w oko z prostytutką. Ale nie,
to nie tak miało być... Słowa Ariana odrobinę mnie przybiły, to
fakt, a ja jakby szukając pocieszenia, to w drodze do domu
przytuliłem się do jego pleców mocniej niż zazwyczaj. Sam nie
wiem, po prostu chciałem to zrobić, to było dziwne, ale jeszcze
wtedy nie patrzyłem na to w ten sposób. W końcu kontakt fizyczny
poprzez przytulanie drugiej osób nie był niczym złym i nie
zawierał żadnych podtekstów.
Po powrocie do domu dostałem wiadomość
od znajomego z roku, czy przypadkiem nie mam ochoty wpaść na tę
małą posiadówkę u niego w domu. Szczególnie cieszyłem się, że
podkreślił słowo „małą” wypisując, że będzie tam nie
więcej niż sześć osób. Tyle to jeszcze nie tłum, można
porozmawiać, w dodatku znałem go dosyć dobrze i wiedziałem, że
nie jest zwolennikiem imprez z hukiem, gdzie wszyscy goście wracają
na czworaka do domu. Wszystkie te czynniki wpłynęły na moją
decyzję i postanowiłem tak pójść, czego jak się okazało... nie
pożałowałem.
Poznałem dziewczynę i to wcale nie
taką byle jaką. Zwyczajnie mnie oczarowała, a ja bezmyślnie temu
urokowi uległem. Na imię jej było Aisha. Długie, czarne, miękkie
włosy sięgały jej do połowy pleców. Oczy miała duże,
szmaragdowe, przysłonione koronką długich, czarnych rzęs. Usta
miała dosyć wąskie, ale o pięknym, brzoskwiniowym kolorze. Kości
policzkowe tak piękne, a cerę tak bladą, mimo to z rumieńcami.
Była niższa ode mnie o nieco ponad dziesięć centymetrów, do tego
tak mądra, zabawna... zwariowałem. I szaleństwo to trwało całe
dwa tygodnie.
Widywaliśmy się średnio co dwa dni,
w międzyczasie wymieniając masę wiadomości. Nie wiedziałem co w
niej takiego było, wydawała się być po prostu idealna. Mieliśmy
podobne zainteresowania, ona także kochała zwierzęta i lubiła
czytać, więc gdy tylko rozpoczynaliśmy rozmowę, zapominałem o
Bożym świecie. Dosłownie, o całym świecie. O notatkach, które
należałoby przejrzeć na następny dzień i o Arim, który dostawał
dziwnych konwulsji, kiedy mnie słyszał. W końcu wyszedłem z
założenia, że to pewnie przez zbyt częste rozmowy, ale... kiedy
jest się zakochanym robi się różne rzeczy, tak? Więc powinien mi
wybaczyć, zrozumieć, co się dzieje i odrobinę... nie wiem co, ale
na pewno przestać być tak dziwnym, jaki się stał w ostatnim
czasie. Wszelkie próby podjęcia rozmowy na jakikolwiek temat
kończyły się fiaskiem prędzej czy później, bo albo mi zadzwonił
telefon, albo po prostu nie wiedziałem już, co mam klepać do tej
naburmuszonej kłody. Nie podobało mi się to, naprawdę. Mimo
wszystko mieszkaliśmy razem, powinniśmy mieć dobry kontakt, albo
przynajmniej JAKIŚ, a ostatnio nawet tego było mało. Muszę
przyznać, że przeszkadzał mi ten fakt... Nigdy nie sądziłem, że
przez dziewczynę można tak popsuć stosunki z kimś innym.
Jedyna osobą poza Aishą, z którą
kontakt nie uległ zmianie była Marika. A nawet lepiej, trochę nam
się to wszystko poukładało, wyjaśniło i mogłem już raczej
mówić, że została moją dobrą znajomą. Tak, wyleczyłem się
już z niej. W końcu coś by było jednak nie tak, kiedy będąc z
jedną wciąż myślałbym o drugiej, prawda? Jednak skoro tak, to
tyczy się to działa i tyczy się tylko potencjalnych partnerek,
dlaczego wciąż i wciąż miałem gdzieś z tyłu głowy obraz
Ariana? Przecież między nami nic nigdy nie było... i nie będzie,
tak? Tak. W tej kwestii nie było dyskusji... tak..? Dlaczego byłem
tego coraz mniej pewny?
Arian cały czas gdzieś potajemnie
„pracował”, ja uczyłem się na zajęcia i spotykałem z
czarnowłosą. I tak przez dwa, długie tygodnie. Aż do tego
wieczora, który wszystko zmienił.
Wieczór jak wieczór, miał być taki
sam, jak wszystkie inne. Tym razem jednak spędzałem go nie z kotem,
herbatą i filmem czy też kocem, jedzeniem i Arim, a z Aishą na
spacerze. Nic wielkiego, zwykły spacer, wcześniej mała kolacja, po
prostu chciałem, by było intymnie, romantycznie, by może coś nam
z tego wszystkiego wykwitło, tylko że... wciąż tego nie czułem
tak, jak wydawało mi się, że powinienem czuć. Ignorowałem jednak
te dziwne wrażenie aż do jedenastej, kiedy to odprowadziłem
dziewczynę pod drzwi jej mieszkania. Mieszkała w centrum, niedaleko
uczelni, więc powrót do domu o tej godzinie nie był specjalnym
problemem czy to piechotą czy komunikacją miejską, bo przecież
zawsze można było liczyć na busa nocnego. I wieczór ten miał
przebiegać tak idealnie, jak tylko mógł. Miałem ją odprowadzić,
pocałować w policzek, przytulić i sobie iść, jednak tym razem
ona postanowiła mnie... pocałować w usta. Każdy głupi by się
cieszył, odwzajemniał, jak szalony pragnął więcej od dziewczyny,
z którą spędził tak miłe chwile, ale nie ja. Problem był w tym,
że po prostu osłupiałem, nic nie zrobiłem i, co gorsza, nic nie
poczułem. Po prostu nic, pustkę, zupełnie jakby się pomyliła,
jakbym ja się pomylił. Jej usta, choć piękne, nie dały mi żadnej
satysfakcji, nie potrafiłem cieszyć się z pocałunku, o którym
już kilkakrotnie myślałem. Nie zdziwiła mnie jej reakcja, gdy
niepewnie odsunęła się i nie wiedziała co zrobić, kiedy ja
milczałem. No i... no i co miałem zrobić..? Jak grzecznie ubrać w
słowa „jednak to nie to”? Ten wieczór zasługuje na miano
absurdu...
Jak łatwo się domyślić, rozmowa
dalej już nie była taka przyjemna, jak wcześniej zaplanowana,
pierwsza część tego całego randevu. Gdyby ktoś się mnie zapytał
o poranku jeszcze tego samego dnia, czy jestem z nią szczęśliwy
bez wahania odpowiedziałbym, że tak, a teraz... nagle straciła w
moich oczach. Sęk w tym, że nie wiedziałem dlaczego. To nie było
to, czego oczekiwałem? Liczyłem na coś... na COŚ. Coś, co
poczuję, a że tak się nie stało, to już pół godziny później
byłem w domu. Nie znalazłem, ale szczerze mówiąc nawet nie
szukałem śladów obecności Ameby w domu. Nie miałem ochoty z nim
teraz rozmawiać tym bardziej, że nagle pomyślałem o tym, co
zadziało się na tej pamiętnej imprezie u Mariki. Nasz pocałunek
był tym CZYMŚ
, czego oczekiwałem po tym z Aishą? Chyba zwariowałem, ale
za nic nie chciało to opuścić mojej głowy. Nagle stał stał się
on taki realny, zupełnie jakbym znów czuł jego ciepło. Jakby miał
mnie pocałować, najlepiej teraz, żebym mógł się przekonać, o
co mi chodzi. Tak, właśnie stojąc pod prysznicem przyznałem sam
przed sobą... chcę, aby Arian mnie pocałował.
Prysznic trwał długo, nawet bardzo,
bo wszedłem do pokoju grubo po północy. Już nie pamiętam, kiedy
kładłem się spać ostatni raz o tej godzinie, więc pewnym było
to, że nie wstanę jutro wcześniej niż o dziesiątej. A się Ari
zdziwi, że nie budzę go po dziewiątej z kawą, no, no. W dodatku
długo nie mogłem zasnąć, w myślach mając cały czas wydarzenie
z dziś i z przeszłości, usta Aishy i Ariana, różnice, znaczenie,
ukryte znaczenie... i z tymi wszystkimi myślami w końcu zasnąłem.
Sen miałem po prostu idealnie na
temat, był w nim oczywiście Arian, bo dlaczego nie? W dodatku
byliśmy razem i to też nie tak byle jak. Leżeliśmy w salonie,
albo to raczej ja leżałem, mając go nad sobą... Boże, za co śni
mi się seks z tym facetem? I dlaczego w tym śnie ze znudzeniem
spoglądam na firanki?
Chłodziarka jest chyba odrobinę przybity. No zwariował, ale na pewno nie w pozytywny sposób, takie znajomości zazwyczaj nie przynoszą wiele dobrego. :> Milusi nabiera wątpliwości, to dobrze. Dobrze, ten towar jest już dla kogoś zarezerwowany i to nie jest żadna tak panienka. <3 TAK! TAK! TAK! Zrozumiał! <3
OdpowiedzUsuń