Siedząc na tej przeklętej kanapie nie mogłem przestać myśleć. O czym? O tym, o co zapytała mnie Mari, o tym co męczyło mnie całą pieprzoną noc i co nasiliło się jeszcze teraz, kiedy Julien siedział przy mnie. Chciałbym... powiedzieć mu, że mi zależy... Tak, byłem teraz tego świadomy i pewny. To nie było tylko czysto fizyczne pragnienie, ani tym bardziej zwykła sympatia... Ja czułem do niego coś więcej. Nie potrafiłem jeszcze tego nazwać i nie wiem czy określiłbym to jako miłość, ale wiedziałem, że chciałbym spróbować być z nim... Tylko co z tego? Już dwa razy dostałem od niego po łbie tabliczką z napisem "NIE" i nie sądziłem, żeby trzeci raz był inny, ale... Chciałem spróbować...
Odwróciłem się do chłopaka, próbując przy tym zebrać myśli, ale zanim otworzyłem usta usłyszałem dzwonek do drzwi. No oczywiście, że była to Marika.
- To ja nie będę wam przeszkadzał... - rzuciłem i wstałem, żeby skierować się do wyjścia.
- Oj, nie... Nigdzie nie idziesz. Jutro Wigilia i pasuje wreszcie się pogodzić, co? Nikt nie chce w święta napiętej atmosfery - stwierdziła ruda i uśmiechnęła się do mnie pięknie. Miałem ochotę jej kark przetrącić, ale... wiedziałem, że ma sporo racji. W końcu święta jak zawsze mieliśmy spędzić razem... Nie było więc innego wyjścia jak zakopać an czas jakiś topór wojenny.
- Przyniosłam likierek - zachęciła i nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć podreptała bujając rytmicznie biodrami, w kierunku kuchni. Po chwili wróciła i nalała do wysokich literatek gęstawy likier. - To co robimy? Ma ktoś jakiś pomysł?
- Nie specjalnie... - rzuciłem siadając wygodnie i biorąc swój alkohol. Był za słodki, zbyt gęsty i zbyt słaby jak dla mnie, ale nie chciałem już marudzić... Żałowałem, że nie kupiłem sobie piwa czy czegokolwiek, co dałoby się pić.
- Oj no... trzeba by się rozerwać. Może pogramy w karty, co? Odrobina hazardu nikomu jeszcze nie zaszkodziła.
- Julien raczej nie będzie grał na kasę... - zacząłem, bo wiedziałem, że u chłopaka z tym dość krucho. Stypendium dostał, ale nie starczało to na zbyt wiele...
- No to pograjmy w rozbieranego - zaszczebiotała dziewczyna, na co zakrztusiłem się likierem.
- Jaja sobie robisz?
- A ja myślę, że to dobry pomysł... Może wyjdzie z tego coś zabawnego? - rzucił Julien, w co nie mogłem wręcz uwierzyć. To było do niego tak niepodobne... Ale... interesujące. Miałem wrażenie, że to będzie dla mnie istna męczarnia... ale trudno. Raczej nie miałem wyjścia.
- Dobra... widać jestem przegłosowany...
No i stało się... Karty wylądowały na stoliku, obok kieliszków. Alkohol znikał szybko... podobnie ubrania... moje i Juliena, bo Mari ledwie zdjęła pończochy i bolerko, za to białowłosy siedział na kanapie w samych bokserkach co zdecydowanie mnie rozpraszało. Co ja bym dał, żeby go teraz trzymać w ramionach...
A mimo tego, ze widok był dla mnie co najmniej zjawiskowy, zastanawiała mnie najbardziej jego zacięta mina. Jedna przegrana dzieliła go od tego, żeby stanąć przed nami całkiem nagim, a mimo to nie poddał się, nie przerwał gry... Mógł to przecież zrobić. Nikt nie miałby pretensji i... byłoby tak nawet lepiej, bo choć ja osobiście naprawdę chciałem go zobaczyć nagiego, tak patrzeć na to, jak ogląda go takim Marika.... Nie, na to nie chciałem pozwolić, nawet jeżeli już ze sobą byli...
- Znów to ja was rozbiorę - zachichotała dziewczyna i faktycznie, znowu zołza wygrała.
- Kantujesz! - warknąłem.
- A w życiu! Zwyczajnie macie dziś pecha i tyle - zaśmiała się patrząc mi w oczy z wyraźnym wyzwaniem. - No... Pieszczoszku - spojrzała na jasnowłosego i posłała mu całusa.
- Dość! - ryknąłem kiedy chłopak zaczął wstawać z lekkim wahaniem i przyciągnąłem go do siebie nakrywając jednocześnie kocem i ukrywając go w ten sposób, przed tą rudą cholerą.
- A-ale... - zaczął chłopak zdezorientowany.
- Nie będziesz się przed nią rozbierał i gówno mnie obchodzi czy ze sobą spaliście. Nie i koniec! - warknąłem. - Jesteś mój...
- Nie jestem twój... - powiedział, a w jego głosie był... smutek? Żal? Dlaczego?
- To będziesz - stwierdziłem pewnie. - Choćby nie wiem ile to miało trwać, będziesz i tyle! Zależy mi, do cholery, na tobie. Za nic nie potrafię przestać zadręczać się myślami o tobie... Dlatego nikt nie będzie oglądał cię nagiego! Koniec!
Powiedzmy że kobieta znowu jest tutaj ratunkiem. Rozbierany poker?! No po prostu cud kobieta! Anioł! Tak! <3 Kurcze, z jednej strony szkoda że przerwał te farsę a z drugiej dobrze. O tak, długo trzeba było się męczyć żeby dojść do tego punktu. Ale opłaciło się.
OdpowiedzUsuń