Wstałem i dogoniłem chłopaka. Zanim zdążył zareagować położyłem mu dłonie na biodrach i przyciągnąłem go do siebie. Miałem na to ochotę cały wieczór, ale nie chciałem robić tego przy mamie i Mari. Nie wiedziałem czy Julien chce, żeby ta pierwsza wiedziała, a z kolei ja nie miałem ochoty dawać jasne dowody na to, że się zeszliśmy, tej drugiej.
- Zagrzejesz, Zmarzluszku? - spytałem i lekko skubnąłem go w ucho.
Julien od razu zrobił się chłodniejszy, a do tego zarumienił się. Widać, że nieco go zaskoczyłem, szybko się jednak pozbierał i jednak ode mnie odsunął.
- To ja poczekam w łóżku - stwierdził i ruszył szybko, chyba lekko speszony tym, że ktoś jednak mógł nas widzieć.
Tak, wiedziałem, że lepiej było uważać i nie chciałem narobić białowłosemu stresów, ale... nie oznaczało to, że mu odpuszczę... Oj, nie...
Pomknąłem do łazienki, wziąłem szybki prysznic i ubrany w znoszone już spodnie od dresu ruszyłem do sypialni.
Julien faktycznie leżał już w łóżku, opatulony kołdrą, choć rozglądał się z zainteresowaniem.
- I jak ci idzie to grzanie? - zaśmiałem się i wsunąłem pod okrycie.
- Nie idzie... - zaśmiał się i pozwolił bym przyciągnął go do siebie.
W następnej chwili złączyłem swoje usta z jego w długim i namiętnym pocałunku, w którym był cały nagromadzony przez ten dzień głód jaki odczuwałem.
- Ależ ja miałem na to ochotę... - stwierdziłem z zadowoleniem, kiedy odsunąłem się już od niego odrobinę, na tyle tylko, by dać mu złapać oddech.
- Ari... - syknął chłopak ostrzegawczo, kiedy zacząłem skubać go po szyi, a ostatecznie zwyczajnie się do niej przyssałem. - Co ty...?
- Zostałeś oznaczony - oznajmiłem oceniając swoje dzieło.
- Chyba sobie żarty stroisz... - stwierdził i położył dłoń na zaczerwienionym miejscy, zupełnie jakby mógł je fizycznie poczuć.
- Nie... - uśmiechnąłem się szeroko. - To druga rzecz, na którą miałem ochotę od jakiegoś czasu... Jest jeszcze trzecia... - mówiąc to zjechałem dłonią na jego biodro.
- Arian! - syknął znów Julien, ale nie odepchnął mnie, nie uciekł mi. Wyglądał jednak na speszonego, lekko wystraszonego, ale przy okazji też tak jakby się wahał? Zastawiał?
Nie mógł sobie zdawać sprawy z tego jak cholernie mnie to ucieszyło. Oznaczało to, że jednak nie miał aż takich obiekcji, żeby się ze mną kochać. Fakt jednak, że mieszkanie mojej mamy i jej obecność za ścianą były sporą przeszkodą.
- No dobrze, dobrze. Będę grzeczny - stwierdziłem i przeniosłem dłonie ciut wyżej, żeby móc zwyczajnie go objąć i nieco rozgrzać.
- Dziękuję... - wyszeptał, wtulając buźkę w mój obojczyk. Czułem jego chłodny oddech na skórze, a to powodowało przyjemny dreszcz.
- Nie myśl sobie, że zawsze będę ci tak odpuszczał - rzuciłem gładząc lekko jego plecy.
- Nie tylko o to chodzi... Gdybyś po mnie nie przyjechał... - chłopak westchnął ciężko.
- Ej, co ja mówiłem o smutkach? Nie wolno... Koniec. A co do tego, że przyjechałem to oczywiście, że bym to zrobił. Mówiłem ci już: Jesteś mój. Nikomu nie pozwolę cię krzywdzić - powiedziałem co było zwyczajnie faktem.
Od zawsze dbałem o wszystko co należało do mnie. Nie tylko o przedmioty, ale szczególnie o ludzi. Byłem zaborczy, zazdrosny i być może nadopiekuńczy, ale nie potrafiłem inaczej.
- A teraz już dobrej nocy i naprawdę nie waż mi się o nic martwić. Nie dzisiaj.
Jaki nasz grzejniczek milutki, jakże się to podlizuje. <3 Jak się szybko ogarniał, dobrze, niech się stara. :) Jakie to niewyżyte, może jednak coś będzie? Chociaż znając kostkę lodu to zaraz popsuje. Dlaczego go nie odpycha? :o Chce? Mam nadzieję... No nie ale mimo wszystko było miło. Kochasie. <3
OdpowiedzUsuń