środa, 31 maja 2017

Rozdział XIV - Tyrada o Brajanku

Otworzyłem szeroko oczy, słysząc to wyznanie.
- Łah, całe dwa miesiące? - zacząłem mu od razu bić brawo. - Nie wiem czy się śmiać czy płakać, dlatego powiem, że jestem dumny – przyznałem z uznaniem.
- Ha, ha, ha... Śmiej się, śmiej... Masz z czego – wyburczał, wciąż na mnie patrząc. - A wszystko przez ciebie.
Chyba nie muszę mówić, jak wielki uśmiech pojawił się na mojej twarzy, gdy usłyszałem te słowa. Kurcze no, było w tym coś uroczego.
- Skąd miałem wiedzieć, że płoniesz do mnie tak gorącym uczuciem? - roześmiałem się. - Byłeś dla mnie tylko płonącym dupkiem.
- Przecież Ci powiedziałem, że mi się podobasz... - podszedł do mnie i zadziornie przyciągnął do siebie. - Dalej płonę... i może jestem teraz nieco mniej dupkiem, co? - spytał z przekąsem.
- Podobanie się komuś niekoniecznie musi mieć związek z jakimkolwiek głębszym uczuciem. Pech chciał, że poznałem cię raczej od strony napalonego frajera - mruknąłem, podnosząc nieco głowę do góry. - Wciąż jesteś dupkiem, trochę mniejszym, ale wciąż. Tylko teraz prywatnym.
- Oj, oj... Nie mów głośno, bo się wyda, że masz słabość do dupków - wyszczerzył się zadowolony, a kiedy zanadto skupiłem się na tym uśmiechu, jego dłonie zabłądziły gdzieś na moje biodra.
- Jaką znowu słabość, raz mi się zdarzyło... Wypominać mi będzie – nadmuchałem policzki, udając obrażonego. Jednak nie byłem w stanie wytrzymać tak za długo, rozproszony tym podejrzanym macaniem w pasie. Bosz, napaleniec, zboczeniec...
- No oczywiście, że będę. A do tego mam nadzieję, że jestem i będę jedynym dupkiem, do którego masz słabość – zamruczał i tym razem już skubnął mnie w ucho, przez co zmrużyłem nieco oczy i odchyliłem niepewnie głowę.
Wciąż pewne rzeczy były dość dziwne, nowe i zaskakujące, ale przy tym stawały się także coraz bardziej przyjemne. Przykładem jest choćby to co robił teraz. Nigdy wcześniej nie powiedziałbym, że będą mi się podobać takie rzeczy.
- Zastanowię się... Jednak większą słabość mam do ciasta twojej mamy. Może zjemy?
- Nie ma żadnego zastanawiania się – znów zaczepił moje ucho, a sekundę później poczułem krótkie muśnięcie zębami. - A co do ciasta to przynajmniej wiem czym cię w razie czego przekupić.
- O nie, nie. Taki łatwy to ja nie jestem, samo ciasto nie wystarczy. Nie zauważyłeś po takim czasie? - odsunąłem się od niego mimo wszystko. - Ile nam to zajęło..? W sumie trzy miesiące. Brajanka raczej wyrwałeś w jedną noc. Kolejne brawa za wstrzemięźliwość!
- Ale co on ma do rzeczy? Wiesz przecież, że ten koleś nic dla mnie nie znaczy... Ot było sobie jedną noc i minęło. Poza tym nie mówiłem nigdy, że jesteś łatwy...
- Ugh, po prostu dalej mnie wkurwia... - przewróciłem oczami, zaskoczony tym, jakie słowa wypływają dziś z moich ust. Przecież ja nie przeklinałem... A przynajmniej nie tak, by wszyscy to słyszeli. -Zastanawia mnie też ile mogłeś wypić, żeby nie dostrzec takiej brzydoty.
- Wcale nie... - urwał i natychmiast się poprawił. - Zwyczajnie się kiedyś do mnie dosiadł, a że wypiłem i potrzebowałem towarzystwa to tak wyszło i tyle. Naprawdę nie masz się czym przejmować.
„Wcale nie...”?Urwał! Próbował się wykręcić! Czyli coś ukrywa, wiedziałem! Uniosłem więc brew wysoko.
- Wcale nie..? No proszę, kontynuuj.
- Wcale nie byłem aż taki znów pijany...
- Czyli ci się podoba? - spytałem, choć znałem odpowiedź na to pytanie.
Gdyby wciąż go interesował, nie siedziałby teraz ze mną, a mimo to irytowała mnie świadomość, że gdzieś całkiem niedaleko stąd ten śmieć sobie beztrosko żyje... Miałem taka straszną ochotę to zmienić i to życie mu skrócić w trzy sekundy.
- Nie o to mi chodziło – zrobił pauzę nim dokończył. - Podobasz to mi się ty, a on... Po prostu nie łap mnie za słówka, co? Serio, było, minęło, nie wróci... tyle w temacie...
- Coś nie masz się jak bronić – pokręciłem głową i machnąłem ręką. - Nie ważne, nie istotne, wszystko wiem, ale... wciąż go nienawidzę.
- No skoro ci podpadł. Ja się nie wcinam. W razie czego wiem jak zutylizować zwłoki... To co, robimy coś dobrego do jedzenia?
„Robimy”, tak..? Już ja znam to „robimy”. „Ja popatrzę, ty porobisz”, zgadza się?
- Bez problemów je rozszarpię, nie ma kłopotu – mruknąłem i udałem się w stronę kuchni.
Niewiarygodne, ale czułem, jak rozsadza mnie od środka. Wystarczyło tylko wspomnieć jego imię, a mnie już zaczynało nosić. Tak bardzo go nie znosiłem.
- Zasrany dupek, po chuj to się w ogóle urodziło? Daje dupy za gar zupy, potem się przypierdala porządnego człowieka, ugh - wstawiłem wodę na kawę, po czym sięgnąłem po jej puszkę do szafki. Zerknąłem katem oka, by zlokalizować chłopaka, a ten oczywiscie stał już w drzwiach. Po uśmiechu na jego twarzy od razu wywnioskowałem, że chyba dobrze się bawi słuchając tego, co mam do powiedzenia na jego temat.
- Masz... ciekaw rymy – usłyszałem i aż prychnąłem.
- Tia. Boże, po tym szczylu widać, że się puszcza z odległości wielu mil - wywarczałem jeszcze raz. - Myślałem, że te licealne siksy, które rozpaczały, że mejkap im spłynie były straszne, ale jak widać chodzą po tym świecie gorsze kreatury.
- Wyglądasz naprawdę zjawiskowo, kiedy jesteś taki zazdrosny - wyszczerzył się szeroko, a ja miałem już ochotę nie tylko Brajanka, ale też i jego zastukać. Tak mnie podjudzać..!
- Ja nie jestem zazdrosny! - łupnąłem cukierniczką o blat. - Tylko zwyczajnie poirytowany. A także zawiedziony, że mimo wszystko kiedyś zobaczyłeś w nim coś atrakcyjnego. Krzywe zęby, tłuste włosy, krzywe, chude nogi... Jeszcze torebeczki mu na ramieniu zabrakło, mały gnój. Ile on ma w ogóle lat, 15? Jeszcze raz go spotkam to się cofnie do podstawówki.
Z uszu mi aż kipiało i chyba... on też to zauważył, bo zaraz mocno mnie objął, a ja poczułem się dziwnie. Jednocześnie jednak bardzo, bardzo miło. Chciał mnie uspokoić, prawda? Nie miałem nic przeciwko.
- Posłuchaj mnie uważnie. Naprawdę nic nie mam do tamtego chłopaka, ok? Nic, a nic... To był tylko i wyłącznie seks. Nie mam pojęcia ile ma lat, nawet imię musiał mi przypomnieć ostatnio, bo za cholerę nie pamiętałem. Nie masz czym się tak złościć. Teraz mam ciebie i na tobie naprawdę mi zależy, więc przestań ciskać gromami z oczu i skup się na tym co robisz, bo stanie an tym, że zrobisz sobie jakąś krzywdę.
- Nic sobie nie zrobię, bo nie jestem zły na Ciebie tylko na niego. Rozumiesz? Denerwuje mnie, że jest. Ale bym mu łepek ukręcił... - ostatnie wyszeptałem, choć nie ukrywałem płynącego z tych słów jadu.
- Rozumiem, rozumiem, ale już naprawdę spokojnie – i chyba się uśmiechnął, ale nie zdążyłem tego zarejestrować, bo zaraz mnie pocałował. W dodatku nie byle jak... Tak słodko, czule i nie przesadnie namiętnie. Słowem: idealnie. I niech mnie tak całuje... tylko nie teraz, gdy brzuch przygrywał mi pieśni żałobne.
- Dobra to... odgrzeję rybę, a ty zalejesz kawę – posłałem mu krótki uśmiech i udałem się do lodówki. Kwestia przyrządzania, bądź też podgrzewania jedzenia jak zwykle była moją działką.
Dzięki temu, że sprawnie nam to wszystko poszło już niecałe piętnaście minut później zasiedliśmy w salonie na tej wysiedzianej już kanapie. Na stole talerze z gorącym jedzeniem, obok oczywiście kawa i jakaś woda na popitkę, tylko słodyczy brakowało. Ale to tam zaraz... Od czego ma się takiego CUDOWNEGO CHŁOPAKA, który na pewno, gdy go ładnie poproszę, to pozmywa i wróci z ciasteczkami z czekoladą.

1 komentarz:

  1. Dwa miesiące? W sumie jak na niego to i tak dużo. Ewoluował z napalonego frajera na małego dupka... ta, małego... On mi tu napastuje kochanego króliczka. :o Przekupywać tu będzie naszą kosteczkę, a to przebiegły borsuk. <3 Coś tutaj się kroi i to nie jest ciasto. :3 „Daje dupy za gar zupy” xD cudoo <3 Jaki jad nienawiści, gadzina pełną gębą, zaraz zacznie kąsać. Arien jest wykorzystywany, gadzinka jest z nim tylko dla ciastek. XD

    OdpowiedzUsuń