Nie tego spodziewałem się po tak
wyjątkowym wieczorze. Wigilia była dniem, który od dziecka
kojarzyłem z czymś więcej niż tylko prezentami. Mianowicie
rodzinna atmosfera, przebaczanie sobie i wzajemna miłość, którą
było aż czuć w powietrzu były nieodłącznymi symbolami
wieczerzy, jaką odbywałem niezmiennie co roku w rodzinnym domu.
Miałem nadzieję, że choć obecny przyniósł tak wiele zmian,
między innymi tę moją nagłą wyprowadzkę, wszystko pozostanie
zachowane jak zawsze, ale szybko przekonałem się, jak bardzo byłem
naiwny. Za sprawą kilku wypowiedzi na skutek niekontrolowanych
emocji wszystko legło w gruzach, jak domek z kart, a ja czułem się
wręcz zmuszony do opuszczenia domu. Kiedy dzwoniłem do
ciemnowłosego, nie miałem nadziei, że choćby podniesie słuchawkę,
jednak gdy tylko to się stało, a ledwie parę minut później
miałem go tuż pod domem, poczułem, że będzie lepiej.
Nie zależało mi na czymś jakoś
specjalnie, jedynie pragnąłem spędzić ten czas w radosnej
atmosferze, ale nigdy bym się nie spodziewał, że pełen takich
nadziei wybiorę właśnie jego numer. I choć podczas jazdy było
cicho, a wewnątrz mnie kłębiła się nieopisana złość to
wystarczyło, że wziął mnie w ramiona i wszystko ze mnie
zwyczajnie... uleciało. Kiedy zamieniliśmy się rolami, że to on
pełnił teraz funkcję ostoi ciepła i spokoju? Jeszcze parę chwil
temu ściskało mnie w żołądku od słów matki, a teraz..? Czując
jego ciepło miałem wrażenie, jakbym miał przy sobie największy
termofor świata. W dodatku mówił do mnie zupełnie inaczej niż
dotychczas... Był zwyczajnie ciepły, w każdym tego słowa
znaczeniu i to ciepło niosło ze sobą ukojenie, którego sam nie
wiedziałem, jak bardzo potrzebowałem.
- To jak? Uśmiechniesz się ładnie? -
spytał, a ja po chwili faktycznie spojrzałem na niego z tym
upragnionym uśmiechem.
Lecz czułem się przy tym dużo
dziwniej, niż na ogół. Tą swoją prośbą w zaskakujący, jak dla
mnie sposób wytworzył tam dość intymną atmosferę. Nie powiem,
że czułem się w związku z tym jak ryba w wodzie, jednak nie
przeszkadzało mi to. Mógłbym nawet pokusić się o stwierdzenie,
że było... miło, nawet bardzo. Wciąż czułem się odrobinę
nieswojo w związku z tym, że spędzam takie chwile z osobą
podzielającą moją płeć, jednak... było dobrze. Wydawało mi
się, że tylko dla mnie stało się to tak odczuwalne, że
przesadzam, być może tylko coś sobie uroiłem, ale na szczęście
nie. Przekonałem się o tym w chwili, kiedy złączył nasze usta w
pocałunku, który z odrobina wątpliwości oddałem. Broń Boże,
nie miałem tu nic złego na myśli, chodziło mi raczej o miejsce.
Fakt faktem był to samochód z przeźroczystymi szybami, przez które
każdy dowolny przechodzień mógł nas podejrzeć... co nie musiało
już być tak miłe Można powiedzieć, że mieliśmy szczęście,
gdyż chyba wszyscy w tej okolicy zajęci byli sobą przy wigilijnym
stole. Natomiast sam Arian, choć mile mnie zaskoczył, będzie
musiał przyjąć do wiadomości, że niezbyt odpowiada mi okazywanie
uczuć w miejscach publicznych. Swoją drogą... czy to już miłość?
Czy zauroczenie? Czy, do chuja psa, coś kompletnie innego?
- Chodźmy już, czekają na nas –
rozporządziłem, jako pierwszy opuszczając wóz. Zaraz po tym
dołączył do mnie Ari i zaprowadził do właściwego mieszkania.
Kiedy otwierał drzwi, ja już zdjąłem
z szyi szalik, który tak niedbale zarzuciłem na siebie po wyjściu
z domu. Wciąż jednak odrobinę się denerwowałem. Niby wiedziałem,
że będzie tam tylko Marika i Pani Rebecca, jednak mogłem się
założyć, że nie powiedział im o mnie słowa. Nie muszą się
znowu wcale ucieszyć na mój widok, może wolałyby spędzić czas
jedynie we trójkę, jak zawsze? Och, chyba popadam w paranoję...
- Dobry wieczór... - zacząłem tuż
po ostrożnym wślizgnięciu się do salonu. Oczywiście uśmiechnąłem
się uprzejmie, acz wciąż niepewnie.
- Wiedziałam! - odezwała się Mari,
od razu wstając z kanapy i szybko podeszła, by mnie przytulić. -
Cześć Pieszczoszku, wesołych świąt – uśmiechnęła się do
mnie pięknie, jak zawsze.
- Wesołych świąt, Mari –
odwzajemniłem jej uśmiech, po czym przeniosłem wzrok na Panią
Mamę. - Miło Panią znów widzieć. Mam nadzieję, że nie będę
przeszkadzać.
- W żadnym razie – kobieta
uśmiechnęła się do mnie życzliwie. - Wesołych świąt.
Dbaj o niego, dbaj i pielęgnuj. <3 Nie daj krzywdy zrobić, traktuj jak własny motor albo i jeszcze lepiej.
OdpowiedzUsuń