środa, 17 maja 2017

Rozdział XIV - Wesołych świąt

Nie tego spodziewałem się po tak wyjątkowym wieczorze. Wigilia była dniem, który od dziecka kojarzyłem z czymś więcej niż tylko prezentami. Mianowicie rodzinna atmosfera, przebaczanie sobie i wzajemna miłość, którą było aż czuć w powietrzu były nieodłącznymi symbolami wieczerzy, jaką odbywałem niezmiennie co roku w rodzinnym domu. Miałem nadzieję, że choć obecny przyniósł tak wiele zmian, między innymi tę moją nagłą wyprowadzkę, wszystko pozostanie zachowane jak zawsze, ale szybko przekonałem się, jak bardzo byłem naiwny. Za sprawą kilku wypowiedzi na skutek niekontrolowanych emocji wszystko legło w gruzach, jak domek z kart, a ja czułem się wręcz zmuszony do opuszczenia domu. Kiedy dzwoniłem do ciemnowłosego, nie miałem nadziei, że choćby podniesie słuchawkę, jednak gdy tylko to się stało, a ledwie parę minut później miałem go tuż pod domem, poczułem, że będzie lepiej.
Nie zależało mi na czymś jakoś specjalnie, jedynie pragnąłem spędzić ten czas w radosnej atmosferze, ale nigdy bym się nie spodziewał, że pełen takich nadziei wybiorę właśnie jego numer. I choć podczas jazdy było cicho, a wewnątrz mnie kłębiła się nieopisana złość to wystarczyło, że wziął mnie w ramiona i wszystko ze mnie zwyczajnie... uleciało. Kiedy zamieniliśmy się rolami, że to on pełnił teraz funkcję ostoi ciepła i spokoju? Jeszcze parę chwil temu ściskało mnie w żołądku od słów matki, a teraz..? Czując jego ciepło miałem wrażenie, jakbym miał przy sobie największy termofor świata. W dodatku mówił do mnie zupełnie inaczej niż dotychczas... Był zwyczajnie ciepły, w każdym tego słowa znaczeniu i to ciepło niosło ze sobą ukojenie, którego sam nie wiedziałem, jak bardzo potrzebowałem.
- To jak? Uśmiechniesz się ładnie? - spytał, a ja po chwili faktycznie spojrzałem na niego z tym upragnionym uśmiechem.
Lecz czułem się przy tym dużo dziwniej, niż na ogół. Tą swoją prośbą w zaskakujący, jak dla mnie sposób wytworzył tam dość intymną atmosferę. Nie powiem, że czułem się w związku z tym jak ryba w wodzie, jednak nie przeszkadzało mi to. Mógłbym nawet pokusić się o stwierdzenie, że było... miło, nawet bardzo. Wciąż czułem się odrobinę nieswojo w związku z tym, że spędzam takie chwile z osobą podzielającą moją płeć, jednak... było dobrze. Wydawało mi się, że tylko dla mnie stało się to tak odczuwalne, że przesadzam, być może tylko coś sobie uroiłem, ale na szczęście nie. Przekonałem się o tym w chwili, kiedy złączył nasze usta w pocałunku, który z odrobina wątpliwości oddałem. Broń Boże, nie miałem tu nic złego na myśli, chodziło mi raczej o miejsce. Fakt faktem był to samochód z przeźroczystymi szybami, przez które każdy dowolny przechodzień mógł nas podejrzeć... co nie musiało już być tak miłe Można powiedzieć, że mieliśmy szczęście, gdyż chyba wszyscy w tej okolicy zajęci byli sobą przy wigilijnym stole. Natomiast sam Arian, choć mile mnie zaskoczył, będzie musiał przyjąć do wiadomości, że niezbyt odpowiada mi okazywanie uczuć w miejscach publicznych. Swoją drogą... czy to już miłość? Czy zauroczenie? Czy, do chuja psa, coś kompletnie innego?
- Chodźmy już, czekają na nas – rozporządziłem, jako pierwszy opuszczając wóz. Zaraz po tym dołączył do mnie Ari i zaprowadził do właściwego mieszkania.
Kiedy otwierał drzwi, ja już zdjąłem z szyi szalik, który tak niedbale zarzuciłem na siebie po wyjściu z domu. Wciąż jednak odrobinę się denerwowałem. Niby wiedziałem, że będzie tam tylko Marika i Pani Rebecca, jednak mogłem się założyć, że nie powiedział im o mnie słowa. Nie muszą się znowu wcale ucieszyć na mój widok, może wolałyby spędzić czas jedynie we trójkę, jak zawsze? Och, chyba popadam w paranoję...
- Dobry wieczór... - zacząłem tuż po ostrożnym wślizgnięciu się do salonu. Oczywiście uśmiechnąłem się uprzejmie, acz wciąż niepewnie.
- Wiedziałam! - odezwała się Mari, od razu wstając z kanapy i szybko podeszła, by mnie przytulić. - Cześć Pieszczoszku, wesołych świąt – uśmiechnęła się do mnie pięknie, jak zawsze.
- Wesołych świąt, Mari – odwzajemniłem jej uśmiech, po czym przeniosłem wzrok na Panią Mamę. - Miło Panią znów widzieć. Mam nadzieję, że nie będę przeszkadzać.
- W żadnym razie – kobieta uśmiechnęła się do mnie życzliwie. - Wesołych świąt.

1 komentarz:

  1. Dbaj o niego, dbaj i pielęgnuj. <3 Nie daj krzywdy zrobić, traktuj jak własny motor albo i jeszcze lepiej.

    OdpowiedzUsuń