Z wdzięcznością przyjąłem ubrania
od mamy Ariana i udałem się do łazienki, by choć względnie
doprowadzić się do ładu. To był... naprawdę ciężki dzień. Nie
dlatego, że był zły, bo początek i koniec miał naprawdę dobry,
zwyczajnie stres związany z kolacją w domu rodzinnym doprowadził
mnie do lekkiego szaleństwa. Szczerze mówiąc, to kiedy spojrzałem
w lustro na swoje odbicie miałem ochotę zapaść się pod ziemię.
To ja tak wyglądałem przez cały ten czas? Jakieś podkrążone
oczy, włosy w nieładzie i inne mankamenty urody dobitnie ukazały
się dziś na mojej osobie. Akurat dziś, kiedy spędzałem ten czas
z tak ważnymi dla mnie osobami... świetnie. Jednak On nic nie
powiedział... z grzeczności czy..?
Chyba nie było takiej tragedii, skoro
nikt mi tego osobiście nie wytknął prosto w twarz. Z tego co wiem,
co zarówno Arian, jak i Marika nie grzeszyli umiejętnością
gryzienia się w język i raczej łatwo im przychodziło mówienie na
każdy temat. Dobrze to się takim żyje, nie przejmują się innymi,
ani ich sposobem myślenia czy punktem widzenia. Fajne życie,
takie... bezproblemowe. Szkoda, że ja mam zupełnie inny temperament
i raczej wolę się schować pod miotłę w wielu przypadkach. Lecz
często nie znaczy zawsze, na co dowodem jest choćby nasze pierwsze
spotkanie w kawiarence przy uczelni. Czy wtedy potrafiłem ugryźć
się w język?
Ostatecznie wszedłem w końcu pod
prysznic, lecz z bólem serca musiałem przyznać, że brakuje mi
tutaj moich rzeczy. Jakby nie patrzeć mój żel pachniał inaczej
niż ten; przy lustrze nie stały kremy ani akcesoria do makijażu, a
zwyczajnie nasze „mazidła pierwszej potrzeby”. Tutaj było
jednak czuć, że mieszkanie należy do kobiety. No i najważniejsze:
nie pachniało tak, jak tam. Przyzwyczaiłem się już do
charakterystycznego zapachu, który odurzał mnie co rano i usypiał
co wieczór, i dalej nie chciało mi się wierzyć, że działo się
tak jedynie za sprawą mydła. Ta chodząca Ameba wydzielała jakieś
feromony czy jak? Przecież żaden normalny człowiek nie pachnie tak
charakterystycznie... Och, „normalny”, słowo klucz... No
tak, zapomniałem, że obaj nie jesteśmy „normalni”.
Po wyjściu z kabiny z radością
odkryłem, że dane mi rzeczy faktycznie pasują. Mimo to czułem
się, jakbym miał na sobie ubrania po starszym bracie, a nie po
swoim... Nie ważne, nie było tematu. Szybko zebrałem się i
opuściłem łazienkę, kierując się prędko do pokoju, gdzie od
razu odłożyłem swoje rzeczy na fotel. Wigilijna noc spędzana w
innym domu, w innym łóżku, ale z bliską osobą... dlaczego miałem
przeczucie, że będzie ona znacznie odbiegała od reszty? Niby już
poprzedniej nocy spaliśmy razem w łóżku, jednak dziś czułem, że
może coś się wydarzyć. Jednocześnie na samą myśl, co to może
być ścisnęło mnie w żołądku. Nie, nie, nie... Wyganiamy te
myśli, a posły sobie, sio.
Z racji tego, że nie było tam jeszcze
Ariana wróciłem się na chwilę do tego pomieszczenia, które w
każdym domu było skupiskiem ludzi wszelkiego rodzaju – kuchni. I
tak jak się spodziewałem, właśnie tu urzędował skubaniec razem
ze swoją mamą. A tak na marginesie, kobieta widząc mnie, zrobiła
mi herbatę w dużym kubku. Co za wspaniała istota!
- Dziękuję bardzo – uśmiechnąłem
się, otulając dłońmi kubek i przytykając sobie do ust.
Zapamiętała, że lubię słodycze, bo herbata była solidnie
słodzona miodem. Pyszności.
- Ależ nie ma za co – odwzajemniła
mój uśmiech, wycierając mokre dłonie w ręczniczek. - No to ja
was zostawiam, śpijcie dobrze.
- Wzajemnie – odpowiedziałem,
odprowadzając ją wzrokiem, kiedy odchodziła do drugiego pokoju.
Wtedy też przeniosłem spojrzenie na chłopaka przy parapecie, a gdy
spojrzał na mnie z dziwnym niezrozumieniem, sam z siebie się
uśmiechnąłem. - Co, nie wolno mi patrzeć?
- Jeszcze nic nie mówię – odparł z
zagadkowym dla mnie uśmiechem na ustach.
- Jeszcze... - zakpiłem, przewracając
oczami. - Idę do pokoju zagrzać łóżko, a ty idź się myć –
skwitowałem, kierując się w stronę wyjścia na przedpokój. I
pomyśleć, że gdybym nie zadzwonił, prawdopodobnie właśnie teraz
gniótłbym się dalej w niewygodnym towarzystwie mojej matki lub
sunął po naszym mieszkaniu jak duch, cały opatulony kocem. Obecna
perspektywa wieczoru pasowała mi o wiele bardziej.
To nie feromony, to jego urok osobisty. <3 Nie odganiaj swoich chęci, nie bądź taki. Znowu mam wrażenie jakby coś się szykowało. Zawiodę się, prawa?
OdpowiedzUsuń