czwartek, 1 czerwca 2017

Rozdział XIV - Zakrapiane słodkości

To jak Julien reagował na tamtego chłopaka było naprawdę zjawiskowe. Fakt, że widok spokojnego niemal zawsze białowłosego, w stanie zbliżonym do kurwicy, był nieco niepokojący. Wyprowadzenie go z równowagi nie było może tak trudne, jak chciałby, aby było, ale zdarzało się na tyle rzadko, że faktycznie coś znaczyło. Był w tym zupełnie inny niż ja. Mnie czasami coś nie pasowało od tak, po prostu, i już się wkurwiałem.
Obok tego lekkiego niepokoju miałem z tego wybuchu agresji sporo frajdy. Julien był zwyczajnie zazdrosny to raz, a dwa, wkurwił się o to, że ktoś ośmielił się rościć sobie do mnie jakieś prawo. Być może znów bawiłem się w nadinterpretacje, ale czułem teraz, że to już nie tylko on był mój, ale i uważał, że ja należę do niego. Podobało mi się to Oj, bardzo mi się podobało.
Julien wydał mi kilka poleceń, a sam zajął się podgrzewaniem i doprawianiem zakupionej ryby. Ja nie wiedziałem jak mu się jeszcze te ryby nie znudziły, bo jedliśmy je od świąt, ale co tam... Nie marudziłem, bo choć zaczęły mi już bokiem wychodzić, to mój zmarzluch wydawał się je naprawdę bardzo lubić.
Tak, jak prosił chłopak zrobiłem kawę i wyjąłem talerze, a już po chwili siedzieliśmy w salonie i jedliśmy. Tym razem to Julien pierwszy dorwał się do pilota więc to on wybierał co będziemy oglądać.  Wybrany film średnio mnie interesował, ale to może i dobrze, bo wstałem, żeby nieco posprzątać. Od taka niepiśmienna zasada, że on gotował ja zmywałem. Co prawda nie zawsze, bo mnie zdecydowanie częściej coś wyganiało z domu.
- Ari... - wymruczał Julien kiedy wróciłem i usiadłem obok niego. Do tego poczułem jego chłodne paluszki wplatające się w kosmyki włosów, które opadały na mój kark. Mimowolnie zamruczałem, bo zwyczajnie uwielbiałem kiedy Julien to robił. Opuszki jego zimnych palców muskające moją skórę w tamtym konkretnym miejscu sprawiały, że po ciele przechodziły mi przyjemne dreszcze.
- Hmmm...? - wymruczałem, choć miałem już jakie takie podejrzenia co do tego czego białowłosy chce.
- Pojechałbyś kupić coś słodkiego? Proszę... - ostatnie słowo przeciągnął słodziutko.
- Wiedziałem, że nie głaszczesz mnie tak bez powodu -zaśmiałem się.- W ogóle aż dziw, że sam nie nawiozłeś słodkości.
- To przez tego małego ciula... Zaczepił mnie akurat pod cukiernią. Już miałem kupić coś dobrego, ale nie. On się musiał napatoczyć i zwyczajne myślałam tylko, żeby szybko przyjechać...
- Dobra, dobra... Tylko nie złość się znowu - pocałowałem go szybko i wstałem. - Jakieś konkretne życzenia, Zmarzluchu?
- Byle było słodkie, dobre i dużo... - stwierdził z ogromnym uśmiechem.
- Niedługo wracam - rzuciłem jeszcze i wyszedłem z domu. W ulubionej cukierni Juliena już wiedzieli co mi dać i w sporawym pudełku na słodkości wylądowały czekoladowe ciastek, spory kawałek sernika kilka innych rzeczy, w których cukier był na pierwszym miejscu. Białowłosy wciągał cukier jak ja chili. Ile by tego nie było, to wciąłby, ile by widział.
Po drodze wstąpiłem jeszcze do sklepu z alkoholami i kupiłem wino, które ostatnio zachwalała Marika, a które smakowało Julienowi i butelkę szkockiej dla siebie.
- Jesteś kochany! - usłyszałem, ledwie położyłem swoje "zdobycze" na stole w kuchni.
- Słodkożerca - zaśmiałem się, kiedy nałożył sobie na talerzyk sporą ilość słodkości, których musiał spróbować już, teraz.
Ja zaś nalałem wina. Powinno pasować do tych Julienowych słodyczy.
Siedzieliśmy dość długo nieco oglądając co tam leciało w telewizji, rozmawiając o pierdołach, choć padł też temat Sylwestra i stanęło na tym, że raczej spędzimy go razem, wreszcie spokojnie i sami, zamiast przyjąć zaproszenie na imprezę u Mariki, na której miało być jak zwykle pół miasta.
Wino znikało szybko, a wraz z tym na policzkach Juliena wykwitał rumieniec. Jego oczka zaczęły błyszczeć, a jego buźka uśmiechać się jakoś bez wyraźnego powodu. Widać było, że alkohol coraz bardziej uderza mu do głowy.
- Tobie to już chyba starczy - stwierdziłem rozbawiony tym, jak chichocząc próbował naleć sobie jeszcze kieliszek.
- Zostaw... Dobre to wino... Naprawdę - oznajmił i mimo moich protestów wziął się za kolejny kieliszek. - Mari jednak ma dobry gust.
- Prawie taki z niej słodkożerca, jak z ciebie - delikatnie wyjąłem z jego dłoni kieliszek i odstawiłem go na stolik, po czym przyciągnąłem do siebie chłopaka, bo lekko się chwiał.
Miał zdecydowanie słabą głowę, ale co się dziwić, skoro pił tyle, co nic, o ile w ogóle coś więcej niż kieliszek wina raz na ruski rok.
Julien wtulił się we mnie mrucząc. Jego dłoń zaczęła sunąć w górę mojego torsu, żeby ostatecznie przejechać przez ramię i spocząć na karku, po którym zaczął mnie miziać.
- Strasznie lubię to robić... - wyznał i poruszył się w moich objęciach tak, żeby ostatecznie usiąść na mnie okrakiem.
- Mogę wiedzieć co ty robisz, Zmarzluchu? - uśmiechnąłem się, choć nie do końca było mi do śmiechu, szczególnie, że ledwie chwilę wcześniej udo Juliena otarło się niebezpiecznie blisko mojego krocza.
- A coś, na co mam ochotę... - stwierdził i złączył swoje usta z moimi. Długo, mocno i ze sporym zapałem.
Podobało mi się... cholernie mi się podobało. Mimowolnie przyciągnąłem go do siebie bliżej, pogłębiając jeszcze pocałunek. Moje dłonie zaczęły błądzić po jego biodrach. Kiedy jednak Julien wsunął dłoń między nas i szarpnął za mój rozporek... Zapaliła mi się w głowie cholerna, natrętna, czerwona lampka, która postanowiła mi przyłożyć w łeb prawym sierpowym. Chciałem tego, co się właśnie działo, chciałem tek cholernie mocno, że to aż momentami bolało, ale jednocześnie wszystko szło.... nie tak. Nie chciałem, żeby pierwszy raz Juliena ze mną był pijacką zachcianką, z której rano mało co będzie pamiętał, o ile coś w ogóle. Nie, żeby normalnie mi to przeszkadzało, ale  z nim było... inaczej. Bardziej zależało mi na nim, niż na seksie z nim. Dlatego czekałem cierpliwie i dlatego teraz ostrożnie chwyciłem jego dłoń i odsunąłem na w miarę bezpieczną odległość.
- Stoi ci! - zachichotał białowłosy i przygryzł dolną wargę widocznie zadowolony z tego, jak na mnie działał.
Zaczerpnąłem głęboko powietrza, kiedy znów się poruszył, tym razem celując tak, żeby zrobiło mi się cieplej niż powinno.
- Puść... - poprosił i poruszył dłonią, którą wciąż trzymałem w uścisku. - Chcę się z tobą kochać... - wymruczał mi do ucha, a mną aż zatrzęsło.
- D-dobrze, Zmarzluchu, ale... może się najpierw nieco prześpisz, co? - spytałem i lekko go od siebie odsunąłem, kiedy znów zaczął śmiać się sam z siebie po tym , jak znów się zachwiał i ciężko na mnie opadł.
- Nie... - rzuciła hardo. - Nie chcę spać... Chcę ciebie... - nalegał, ale ja wstałem i uniosłem go , żeby skierować się do sypialni.
- Dobrze, obiecuję, że zrobię co tylko będziesz chciał, ale jak się nieco zdrzemniesz.
Kiedy starałem się nieco go rozebrać, żeby mógł się położyć, co i rusz jego dłonie lądowały zaczepnie w miejscach, od których zdecydowanie powinny się teraz trzymać z daleka, bo moja samokontrola, choć nieco już wyćwiczona, coraz bardziej się sypała.
- Odpocznij chwilkę, a ja zaraz wracam - dodałem jeszcze, pocałowałem go i wymknąłem się z sypialni.
Opadłem na kanapę w salonie, wyłączając telewizję i nasłuchując czy Julien nie postanowił jednak wstać i do mnie przyjść. Słyszałem przez chwilę jak coś mówił, ale zaraz zapanowała cisza. Wstałem i ostrożnie zajrzałem do pomieszczenia. Julien spał ściskając mocno pościel. Mogłem odetchnąć z ulgą... Przynajmniej trochę.
Wróciłem na kanapę, nalałem sobie szklankę whisky i dość szybko ją opróżniłem. Za jakie grzechy ja musiałem przechodzić takie katusze?

1 komentarz:

  1. Mruczek się z niego zrobił, polarek zdecydowanie powinien wykorzystywać jego słabość na karczku. <3 A to teraz tak to działa, śnieżynka się przymila jak coś chce. Weź ty może mu trochę ograniczaj te słodycze bo się chłopak rozchoruje. Ratuj go bo pijany Julien to dramat. XD No, nasz kociak się rozkręca. <3 Ari, masz racje, mimo wszystko. Panuj nad sobą tygrysie, musisz wytrzymać. :3 Dobrze to rozegrał, uratował się. To już nie jest taka ameba. :3

    OdpowiedzUsuń