sobota, 17 czerwca 2017

Rozdział XV - Ciepła kąpiel

Nawet nie zauważyłem, kiedy pogrążyłem się we śnie i gdybym miał teraz zadawać komuś relacje z tego, co mi się przyśniło nie byłbym w stanie. Zwyczajnie urwał mi się film, znowu... Ale cieszyłem się, że tym razem było to spowodowane zupełnie czymś innym i nadmiar alkoholu nie miał z tym nic wspólnego. Spałem jak zabity, nie słyszałem nic, nie wiedziałem nawet, kiedy Ari czmychnął z łóżka. Udało mi się wybudzić dopiero, gdy poczułem zapach kawy.
- Hej... jak się czujesz? - usłyszałem, jednocześnie czując na policzku ciepłą dłoń mojego towarzysza.
- Wszystko mnie boli – uśmiechnąłem się lekko, nawet nie próbując przyjąć pozycji siedzącej. Trochę się obawiałem, jak mogło się to zakończyć.
- Mówisz..? - uniosłem brew w górę, natomiast on odwrócił się na tyle, by pokazać mi swoje poranione plecy. Muszę przyznać, że byłem przerażony. Nie posądziłbym siebie o taką siłę i zacięcie w zadawaniu bólu drugiej osobie... Nigdy...
- Zrobiłem ci krzywdę!
- Malowniczo wyglądają, nie? - wyszczerzył kły pełny dumy i zadowolenia.
- Nie leci ci krew..? Musi cię boleć, nie ciesz się z tego! - gwałtownie usiadłem prosto, przez co również syknąłem. To było jeszcze dziwniejsze uczucie niż to wczorajsze!
- Tylko trochę, skrzepło już co nieco. Jak mam się nie cieszyć skoro to jawny dowód, że wygrałem z twoimi snami.
- A więc to o to ci chodziło..! Ale ty jesteś głupi... - zmęczony wcisnąłem twarz w poduszkę na kolanach.
- Nie ma chowania się! - wyrzucił tę poduszkę za łóżko, by pocałować mnie w policzek. Zbędna była ma obrona, to zwierze i tak nie miało żadnych skrupułów. - To co powiesz na ciepłą kąpiel? A później czeka na Ciebie ciepła lura.
- Ty już nie jesteś moją wkurwioną Amebą... - zauważyłem, mrużąc mocno oczy. On jednak zdawał się puścić to mimo uszu, więc kontynuowałem. - Potrzebuję motywacji by wstać.
- Możesz nie wstawać.
Spojrzałem na niego jak na idiotę, zaś on w jednej chwili wziął mnie na ręce i zaniósł do łazienki. To było... żenujące, biorąc pod uwagę to, jak to nie miałem siły sam wstać. Cholerny osiłek, przecież nie byłem wcale taki lekki.
Nie zważał także na moje słowa protestu w drodze do łazienki, a jedynie skomentował pozytywnie piekące, czerwone rumieńce na mojej twarzy. Był okropny, nie słuchał mnie! Chciał dobrze, tak, wiem i może trochę się czepiam, ale to było... lekko mówiąc... zawstydzające. W końcu nie jestem dziewczyną.
W dodatku postanowił siąść w wannie tuż za mną. I znowu, niby mi to nie przeszkadzało, a jednak wszedł właśnie w mój kwadrat, kiedy ja miałem ochotę zwyczajnie odpocząć. No po takiej nocy jak najbardziej mi się należało! A okazja była ku temu jedyna w swoim rodzaju. Nowy Rok, rano, wszyscy śpią, odtajają po zeszłej nocy, trzeźwieją, na ulicach jest cisza i spokój. Idealnie. A nawet... śnieg zaczął pruszyć. Piękne rozpoczęcie kolejnego roku życia.
- Nikt cię tu nie prosił... - mruknąłem, odchylając głowę w tył.
- Nie złość się na mnie – usłyszałem nagle, a ton jego głosu był niby taki sam, a jednak miałem wrażenie, że niesie za sobą ukryte znaczenie. Objął mnie w pasie, następnie oparł podbródek o moje ramię i tak już został.
- Przecież tylko żartowałem. Nie mam powodu, by się na Ciebie złościć. Chyba. Zależy, czy o czymś nie wiem – dodałem, uśmiechając się półgębkiem.
- Cieszę się. Nie lubię, kiedy jesteś na mnie zły.
- Nie jestem – na ślepo wymacałem jego włosy, po których nieco go poklepałem. W odpowiedzi on ucałował moje ramie. W sumie... to całkiem słodkie.

1 komentarz:

  1. Jakie to ma węch dobry, wunsz jeden wszystko wyczuje, pamiętam jeszcze ten ręcznik. :3 No już nie dramatyzuj, poranione plecy to nic w porównaniu z tym szczęściem nocy, nie? Jakie wyznanie, już nie wkurwiona ameba, ciekawe co? Powiało chłodem... No chyba z wanny go nie wygonisz, co? Nie rób mu takiej krzywdy. No pewnie że słodkie. Jak ty śnieżyneczko.

    OdpowiedzUsuń