Z ust Juliena wydobył się dźwięczny, przeciągły krzyk, tak cudowny, że mógłbym go nagrać i puszczać w kółko aż straciłbym słuch. W tym samym czasie jego ciało wyprężyło się mocno, a ja poczułem jak jego pazurki wbijają się w moją skórę.
Tego było już dla mnie zdecydowanie za wiele... Moim ciałem także targnął spazm rozkoszy, na który tak długo czekałem.
Wszystko ucichło, uspokoiło się. Powietrze wokół nas już nie drżało od kolejnych kłębów pary. Nasze ciała zdawały się powrócić do normalnej temperatury. Jedynym co przerywało ciszę były nasze przyspieszone oddechy i łomotanie naszych serc.
Opierałem się lekko na rękach mając Juliena wciąż pod sobą. Wciąż mogłem przyglądać się jego zaczerwienionej buźce, rozchylonym ustom i oczom, które zdawały się błądzić wciąż w miejscu, które było dostępne tylko dla nich. Nachyliłem się i zacząłem składać delikatne pocałunki na jego policzkach, ustach, szyi. Zwyczajnie chciałem czuć go blisko siebie dłużej i na wszystkie możliwe sposoby.
Julien uśmiechnął się delikatnie wciąż lekko nieobecny. Wtedy coś mi się przypomniało.
- I jak tam zasłonki, zmarzluchu? - spytałem, na co spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Co...? - wyszeptał i zamrugał.
- Taka odpowiedź mi zdecydowanie wystarczy - zaśmiałem się zadowolony.
Ułożyłem się wygodnie obok chłopaka sięgając po nakrycie, a zaraz później przyciągając Juliena do siebie. W samą porę, bo chłopak ziewną przeciągle, a w następnej chwili przytulił policzek do mojego torsu i zamknął oczy.
Leżałem jeszcze chwilę wsłuchując się w jego oddech, który powoli przybierał na rytmie i pogłębiał się. Plecy nieco mnie piekły i czułem, że mój odnowiony gad nieźle oberwał, ale jednocześnie było to najpiękniejsze uczucie na świecie. Ból i zmęczenie niczym innym, jak uprawianą przed chwilą miłością i to z kimś, kto tak wiele dla mnie znaczył.
W końcu i mnie zmógł sen. Spokojny i na tyle głęboki, abym mógł obudzić się całkiem wyspany po ledwie kilku godzinach.
Dziwnie było tak obudzić się wcześniej. Patrzeć jak Julien pochrapuje sobie smacznie wtulony w moje ramię. Mimowolnie się na ten widoczek uśmiechnąłem zwyczajnie rozczulony i szczęśliwy. Zdecydowanie mógłbym pokonać wewnętrznego śpiocha i budzić się tak częściej.
Po dłuższej chwili postanowiłem wstać. Ostrożnie wyplątałem się więc z objęć białowłosego, który zaraz mocno objął poduchę wciskając w nią nosek.
W pierwszej kolejności ruszyłem pod prysznic, zaraz później jednak obrałem kurs na kuchnię, żeby zrobić kawy. Nie wiedziałem kiedy Julien się obudzi, ale on i tak swoja lurę pił zimną. Taka mu nawet bardziej smakowała. Spokojnie mogłem więc nieco ogarnąć po wczorajszej imprezie i wrócić do sypialni.
- Hej... - przywitałem chłopaka, który otworzył leniwie oczka kiedy wchodziłem. Chyba jednak go obudziłem, choć całkowicie niechcący. - Jak się czujesz? - dopytałem, siadając na boku łózka i gładząc jego chłodny policzek.
Musiał wyjechać z tym snem o zasłonkach. XD Nawet ty Ari czekałeś na to krócej niż ja. :3 Ooo... Uważaj bo zaraz naszemu śpiącemu skarbowi wystarczy poduszka do szczęścia. ^_^ Jednak czasem jesteś głupi Ari, mogłeś mu zanieść kawusie jak przystało na kochającego swoje małe szczęście. <3
OdpowiedzUsuń