sobota, 24 czerwca 2017

Rozdział XVI - Wietrzę kłopoty

- Julien... błagam, nie rozmawiajmy o tym - rzuciłem i odsunąłem jego dłoń od swojej twarzy, nawet jeżeli przynosiła mi sporą ulgę.
- Jak nie rozmawiajmy?! Wracasz w nocy, pobity... Jak mamy niby o tym nie rozmawiać? - krzyknął i znów się zbliżył.
Wiedziałem, że tak będzie... W końcu musiało do tego dojść, co? Juliena już wcześniej moje zajęcie interesowało, a co dopiero teraz... Z tym, że naprawdę nie miałem teraz na to siły. wiedziałem, że wyjdzie z tego nic więcej, jak bardziej zajadła kłótnia.
- Zwyczajnie... - rzuciłem i wstałem, chcąc za wszelką cenę uciąć ten temat. 
- Arian! - Julien złapał mnie za ramię, kiedy miałem zamiar wyjść.
- Trzymaj się od tego z daleka! - warknąłem na niego, odruchowo odwracając się i łapiąc za jego nadgarstek... Mocno... Za mocno, bo usłyszałem syk bólu. 
To mnie otrzeźwiło. Nie chciałem tego... Nie skrzywdziłbym go... 
- Przepraszam... - wymamrotałem uwalniając go z uścisku. - Ja... naprawdę nie chcę dziś o tym rozmawiać. Jestem zmęczony... Do tego naprawdę nie chcę psuć tego, co zaczęło się układać. 
- Nie rozumiem dlaczego tak bardzo nie chcesz mi nic powiedzieć - rzucił na co westchnąłem ciężko.
- Po prostu wiem jak zareagujesz. Wiem, że ci się to nie spodoba... Niedawno wszystko zaczęło być dobrze między nami i może na tym się skupmy, co? Kiedyś wszystko ci powiem, ale zwyczajnie nie teraz...
- Ale...
- Nie ma żadnego "ale" w tej kwestii - przerwałem mu i tym razem bez przeszkód ruszyłem do łazienki gdzie wziąłem zimny prysznic. 
Na chwilę poczułem się odrobinę lepiej... Na chwilę, bo kiedy wszedłem do kuchni, gdzie Julien przygotowywał kawę i śniadanie poczułem emanujący od niego chłód. Nie ten, z rodzaju przyjemnych, który tak lubiłem. Tym razem wiedziałem, że był zły... 
- Daj już spokój - poprosiłem i złapałem go w ramiona. - Nie możemy ostatnich chwil wolności spędzić milusio?
Moje dłonie powędrowały na jego biodra, a jego chłodek zrobił się odrobinę inny.
- Zostaw... - fuknął i pacną mnie po dłoni. 
- A nie.... - wymruczałem i przyciągnąłem go tylko bliżej, żeby zacząć skubać po szyi. - Nie mogę zawsze być grzeczny - dodałem jeszcze zanim wpiłem się w jego usta.
Miałem nadzieję, że spokój z wczorajszego ranka jakimś cudem do nas wróci, z tym, że coś mi mówiło, że nie będzie tak sielsko...

1 komentarz:

  1. Ale ty jesteś uparty, mniej bólu by było gdybyś na spokojnie mu wyjaśnił. Kiedyś to znaczy jak się sam dowie albo zwyczajnie będzie za późno bo coś się stanie poważnego. Julek, no nie daj się. Dlaczego tak łatwo dajesz się ugłaskać... -.-

    OdpowiedzUsuń