wtorek, 15 sierpnia 2017

Rozdział XVII - Taka oto część mnie.

Westchnąłem ciężko. No i się zaczynało...
- Wiedziałem, że lepiej będzie, gdy nie będziesz wiedział - stwierdziłem otwarcie wstając. Zwinąłem bandaże, rozgrzałem dłonie i już po chwili materiał zajął się żywym ogniem. Wrzuciłem je wtedy do metalowego kubła gdzie płonęły dalej. - I tak... martwisz się na zapas i przesadzasz - dodałem.
- Arian... - zaczął, ale podszedłem do niego i ułożyłem mu dłoń na policzku.
- Proszę... nie dyskutujmy na ten temat bo to do niczego nie prowadzi. Ja uwielbiam tu być. Uwielbiam włazić na ten prowizoryczny ring i wyżyć się na tych idiotach, do tego zajebiście mi za to płacą.
- A jeśli coś ci się stanie? - spytał spoglądając na mnie twardo.
- Aż tak bardzo nie wierzysz w moje umiejętności? - odciąłem się pytaniem.
- Nie o to mi chodzi i nie łap mnie za słówka - burknął kiedy odsunąłem się od niego, żeby się ubrać. - Zwyczajnie się martwię, zrozum to...
- Rozumiem - rzuciłem wciągając szybko koszulkę. - Rozumiałem jak mama się o mnie bała, rozumiałem jak Marika wkurwiała się na mnie i beształa mnie kiedy mocniej oberwałem i rozumiem ciebie. Ale to nic nie zmienia.
- Ale...
- Nie ma żadnego "ale" - stwierdziłem. - Chodźmy już stąd... Na dziś mi starczy, możemy wracać do domu, a jeśli moje konto będzie wyglądać tak pięknie, jak obiecywał Tarix, to mogę obiecać, że nie będę brał żadnej roboty jakiś czas...
- A jeśli nie będzie tak pięknie wyglądało? - spytał krzyżując ręce na piersi.
- Tarix już dawno nauczył się, że jeśli orżnie mnie na kasę, to go znajdę i zrobię mu z dupy poligon - uśmiechnąłem się do Juliena ślicznie, nawet jeśli on dalej mierzył mnie takim wzrokiem jakby wciąż myślał czy bardziej się martwi, czy chce mi urwać łeb... W końcu więc chwyciłem jego dłoń i wyprowadziłem z pomieszczenia.
Musieliśmy przejść przez halę pełną ludzi. Kilka osób podleciało do mnie chwaląc się tym jak to na mnie stawiali i zarobili kupę kasy, oczywiście rzucali standardowe "Tak, dalej". Pierdolenie. A propos pierdolenia, to znajomo wyglądająca blondi rzuciła mi przeciągłe "cześć", ale jej równie znajoma, aczkolwiek bliżej niezidentyfikowana z imienia, koleżanka chyba uświadomiła jej, że nie przyszedłem sam, bo popatrzyła dziwnie i umilkła... No tak, jeszcze jakiś czas temu pewnie byłbym całkiem zadowolony, gdyby pomogły mi nieco się zrelaksować po obijaniu mord... Teraz jednak zwracałem uwagę tylko na jeden tyłek i szedł za mną dzielnie, wzdrygając się co czas jakiś kiedy miał co większych "przyjemniaczków".
- Nie musisz się martwić - powiedziałem do niego gdy wyszliśmy i stanęliśmy przy Laluni. - Jak się rozejdzie, że ze mną jesteś, to włos ci z głowy nie spadnie.
- Pocieszające... - mruknął.
- Mówiłem ci kiedyś, że jestem sławny - rzuciłem.
Naprawdę chciałem nieco rozładować atmosferę. Chciałem uniknąć kolejnej kłótni, szczególnie, że ta była bezcelowa. Nie chciałem kończyć ze swoim zajęciem. Może kiedyś, ale zdecydowanie nie teraz. To była po prostu część mnie i to spora. Na tyle, że nie szłoby tego od tak ze mnie wyplenić. Nie i już... Bez względu na to, jak bardzo by to Julienowi nie odpowiadało.
- No już... nie złość się na mnie - powiedziałem i opadłem się o motocykl, żeby zaraz przyciągnąć do siebie chłopaka. - Mordkę mam całą więc nie będziesz się musiał wstydzić ze mną pokazać - uśmiechnąłem się i pogłaskałem go po policzku.

1 komentarz:


  1. Dobrze, nie daj się, lubisz to i pomaga to ci się pozbyć nadmiaru energii więc trzymaj się. No to teraz tanie panie, trzymać się z daleka od tego tygrysa. :3 Ma już swoją księżniczkę. <3 No nie, jaki on się zrobił milusi i słodki. Będę to jeszcze wiele razy powtarzać. XD

    OdpowiedzUsuń