poniedziałek, 18 września 2017

Rozdział XVIII - No i co ja bym zrobił...?

W pośpiechu zbierałem wszystkie potrzebne rzeczy, które wymienił i chyba kilka nadprogramowych... nie wiem. Spieszyło mi cholernie, naprawdę... Gdy wsiadłem na Lalunię aż spaliłem gumę, ruszając. Maszyna wyła pode mną wściekle, kiedy wyciskałem z niej ile tylko fabryka dała. Zrobiłem więc niemały popłoch kiedy zatrzymałem się na parkingu szpitalnym tak, że aż tylne koło poderwało się na chwilę do góry. Kilka głębszych wdechów na uspokojenie i ściskając plecak z rzeczami dla Juliena wparowałem do recepcji szpitala.
- A pan do kogo? - spytała mało przyjemnie wyglądająca pielęgniarka w nieskazitelnie białym fartuchu.
- Szukam Juliena Fia - zakomunikowałem.
- A jest pan..? - zaczęła lustrować mnie zza szkieł okularów.
- Jego współlokatorem... Prosił mnie o to, żebym przywiózł mu jego rzeczy - wyjaśniłem i uśmiechnąłem się nawet, choć miałem ochotę łeb tej kobiecie urwać za to, że tak się guzdrze.
- Pan poczeka... - stwierdziła i zaczęła grzebać w jakichś papierach, a ja stałem bębniąc palcami w blat starając się nie dymić i nie wypalić w niczym dziury. No ileż można!
- Sala numer siedem... - stwierdziła w końcu flegmatycznie, a ja ruszyłem tam niemalże biegiem.
Zapukałem krótko, tak dla formalności i wparowałem do sali od razu zamykając za sobą drzwi. Plecak wylądował obok szafki, a ja od razu usiadłem obok Juliena z westchnieniem ulgi, że wreszcie go widzę.
- Matko kochana, zmarzluchu! Co się stało?! - spytałem ujmując jego chłodną, bladą dłoń.
- Nic takiego... Zwyczajnie się rozchorowałem.
- Jakie, kurwa, nic takiego?! - ryknąłem. - Leżysz w szpitalu... do tego kroplówka... To nie jest zwyczajnie rozchorowałem! Dlaczego nic mi nie powiedziałeś? - aż zadrżałem na widok igieł. Dosłownie na sam widok żyły mnie bolały i było mi słabo.
- Nie krzycz na mnie... - fuknął i oblał się rumieńcem zerkając w bok. - Nie chciałem cię martwić no....
- Zmarzluchu... A najebał ci ktoś kiedyś gdzieś sęków?! Jakie nie chciałeś mnie martwić..? - rzuciłem, ale zaraz wziąłem głębszy wdech na opanowanie. - Przepraszam... już nie krzyczę...
- Po prostu czułem się nieco gorzej, ale myślałem, że przejdzie samo... - wyjaśnił.
- Same to się nawet szczeniaki nie robią, wiesz? - burknąłem na niego, ale uniosłem nieco jego zmarzniętą łapkę i przytuliłem do policzka.
No i co ja bym zrobił jakby temu cholernemu konusowi się coś stało? Czy on w ogóle wiedział jak był dla mnie ważny? Przecież serce by mi pękło...
- Trzeba mi było powiedzieć. Poszedłbyś wcześniej do lekarza, wziął lekarstwa, wygrzał się w domu... Może wtedy byłoby lepiej - skarciłem go.- Nie rób mi tak więcej! Nie pozwalam. To ja tu jestem ten nieodpowiedzialny i trzymajmy się tego. Jak się czujesz w ogóle?
- Teraz już lepiej... Dostałem leki, no i kroplówka też pomaga... - stwierdził i lekko pogłaskał mnie po głowie.
- A wiedzą już co ci jest?
- Póki co... zwyczajne odwodnienie... Pewnie to zwykła grypa czy inna błahostka, ale wiesz... to ja, więc wszystko przechodzę razy dziesięć - skrzywił się, ale zaraz spróbował uśmiechnąć. - Zrobią mi badania, dadzą jakieś proszki i wygonią do domu, zobaczysz.
- Mam nadzieję, bo inaczej sam cię stąd wykradnę... - oznajmiłem. Nienawidziłem szpitali. Tych jasnych ścian, smrodu odkażalników, a już najbardziej igieł.... brrrr... - Póki co przywiozłem ci wszystko.. Ubrania, kosmetyki, książki...
- Dziękuję - stwierdził i znów wplótł lekko palce w moje włosy.
Białowłosy wyglądał na takiego zmęczonego... Zawsze był blady, ale teraz miałem wrażenie, że lada chwila będę mógł spojrzeć przez niego... Jakim cudem, ta cholera to przede mną tak ukryła? Nie wiem, ale miałem ochotę go przytulić, tak naprawdę mocno, a zaraz później złoić mu skórę.
- No już, nie martw się tak, bo wyglądasz jakbym cię solidnie zaraził - zaśmiał się, co skończyło się kaszlem.
- A będę... moje święte prawo martwić się o ciebie i twój zmarznięty tyłek - wzruszyłem ramionami i zmrużyłem oczy.

1 komentarz:

  1. Jak się mu śpieszy. <3 Ma do kogo chociaż. :3 Leć tylko ostrożnie bo i ty wylądujesz na sali. Jaki ten Julien słodki i wkurzający, nie chciał martwić... Jakby wcześniej działał to nie byłoby nic poważnego. Rozszarpie go, przejdzie samo! Widział to ktoś... Arienku... Ujęła mnie twoja słodycz. <3 Julcia, weź mi go sprzedaj. :3

    OdpowiedzUsuń