niedziela, 17 września 2017

Rozdział XVIII - Lekarz

Wspominałem już, że coś mnie brało w ostatnim czasie? I nie, nie mam tutaj na myśli Ariana. Prawie cały grudzień przechodziłem bez ochronnej maseczki na twarzy. Teraz była już połowa stycznia, a ja wciąż nie skrywałem się za jej gładką fakturą. Pewnie dlatego tak często pobolewała mnie głowa, o czym jednak postanowiłem nie mówić mojemu partnerowi. W końcu nie był to na tyle silny ani długotrwały ból, aby nie wystarczyły mi zwykłe tabletki przeciwbólowe, których miałem prawie całą szafkę.
A Arian zdawał się przyzwyczaić już do wszędobylskich listków z pigułkami na wszystkie istniejące choroby świata, więc... Wszystko było dobrze. Tylko po tym ostatnim wieczorze mi się pogorszyło.
Dostałem silnego kaszlu, który również postanowiłem tłumić specyfikami z magicznej szafeczki. Sądziłem, że po prostu mnie przewiało, kiedy wracaliśmy do domu na Laluni i być może faktycznie tak było... W końcu ja nawet zwykłe przeziębienie odczuwałem ze zdwojoną siłą, czego był świadkiem nawet Ari, gdy odwiedził mnie w domu rodziców.
Poza kaszlem czułem się tak, jakby w gardle ktoś mi otworzył poduszkę powietrzną, ale i na to znalazłem wytłumaczenie. Zwykła chrypa, może coś mnie podrażniło, tyle. Na to też brałem leki, tym razem jednak raczej syropy, do których na ostatniej wizycie przekonał mnie lekarz.
Udało mi się to wszystko stłamsić na tyle, żeby Arian niczego nie zauważył. Nie chciałem fali pytań, ani by zaczął wokół mnie skakać, jak jakiś giermek wokół swego rycerza. Wiedziałem, że moje postępowanie było złe, ale nie chciałem by się o mnie martwił. I tak to robił, w chorobie czy nie. No więc co by to zmieniło, jakby wiedział?
W dodatku zamiast mu powiedzieć, jak słabo czułem się tego dnia, po prostu założyłem maseczkę, na której widok szczerze się zdziwił i wyszedłem z domu. Musiałem załatwić kilka spraw, m.in. zrobić zakupy na obiad i pójść na moją kontrolną wizytę u lekarza. Niby nie cierpiałem na żadną chorobę przewlekłą, ale wolałem się regularnie badać i uodparniać na poszczególne choróbska, niż potem siedzieć i się leczyć.
Tym razem miałem jakieś złe przeczucia. Wiedziałem przecież, że to lekarz i z oszukaniem go nie pójdzie tak łatwo, jak z Arim, więc nawet nie próbowałem. Poza tym chciałbym się w końcu dowiedzieć co mi jest i jak w najkrótszy możliwy sposób się tego czegoś pozbyć. W końcu od zawsze bałem się o swoje zdrowie i wiedziałem, jak słaby jest mój układ odpornościowy. Wszystko to dodatkowo się komplikowało, jeśli wzięto pod uwagę moje specyficzne umiejętności nadprzyrodzone. Normalny lekarz bez podstawowej wiedzy na temat specyficznego reagowania mojego ciała na poszczególne rzeczy średnio miał mi jak pomóc. Nawet temperaturę ciała miałem zaniżoną, a to już był problem, bo gdybym poszedł do zwykłego szaraczka w kitlu, a w trakcie mierzenia temperatury wyszłoby mi 37,5 to powiedziałby mi, że to nic, do jutra mi przejdzie, wezmę tableteczkę i będę zdrów jak ryba. A TAK NIE BYŁO. Przy stałej temperaturze 35 stopni, gorączka zaczynała się już od 37. Dlatego do lekarza chodziłem prywatnie, ten wiedział o wszystkim, a jego tajemnica lekarska zabraniała mu wyjawienia komukolwiek mojego sekretu. Inna sprawa, że był po prostu przyjacielem rodziny i traktowałem go raczej jak wujka.
Po wejściu do gabinetu, zdjąłem z szyi gruby, granatowy szalik i kichnąłem, nim w ogóle zdążyłem odwiesić ciemny płaszcz na wieszak przy drzwiach. Dzisiaj jeszcze wiało ze zdwojoną siłą, na co reagowałem dygotem, nawet będąc w samochodzie. Było mi tak strasznie zimno i czułem się jak trup, w czym upewnił mnie tylko Shun siedzący za biurkiem.
- Julien, wyglądasz strasznie – odparł z przejęciem, wstając od swojego biurka.
- Dziękuję, że mi to podsumowałeś... - chrypnąłem, łapiąc się za głowę. Naprawdę byłem taki zimny, czy tylko mi się wydawało?
- Czekaj, stój – zatrzymał mnie, sięgając po termometr bezdotykowy. Ja w tym czasie objąłem się rękami, wyrażając chociaż chęci ogrzania się.
Czerwonowłosy zmierzył mi prędko temperaturę, a widząc wynik nawet nie chciał mi go pokazać. Po jego minie łatwo domyśliłem się, że musiało być gorzej niż źle.
- Zawiozę cię do szpitala...
- Co...? - siorbnąłem nosem, nagle czując uderzający ból w potylicę. Chyba sam siebie odmrażałem, tak mi się zdawało. W dodatku na ubraniu zauważyłem szron, nie było dobrze, miał rację.
Nie dyskutowałem po prostu ubrałem się z powrotem i pozwoliłem mu na zabranie mnie do tak znajomego mi miejsca. Kiedy to ja ostatni raz byłem w szpitalu? Na wiosnę zeszłego roku? Chyba tak.
Siedząc na fotelu w jego samochodzie, nawet nie uważałem na drogę. Wzrok miałem tempo wbity w okienną szybę, a lekarz tylko co chwilę coś marudził o zamrożeniu skrzyni biegów i tak dalej. Nie wiem, nie słuchałem, nie potrafiłem.
A potem poszło już szybko. Na miejscu od razu zapisali mnie na listę pacjentów i zabrali na salę, gdzie podłączyli mnie pod kroplówkę (rzekomo się odwodniłem) i podali jakieś środki przeciwbólowe. Ale to oczywiście też po wszystkich wstępnych badaniach. I tak mi zeszły jakieś dwie, może trzy godziny. Wreszcie byłem w sali sam, a Shun nie pałętał się w tę czy z powrotem, sprawdzając moje wyniki. Czułem się też trochę lepiej, a więc i myśli zaczęły być nieco bardziej trzeźwe. Pomyślałem więc, aby zawiadomić o całym zajściu Ariana. Na szczęście odnalazłem telefon na szafce obok łóżka i od razu wybrałem numer.
- Hej, zmarzluchu – miałem ochotę go utłuc. - Co tam? Coś na długo zniknąłeś.
- Wiem, wiem, przepraszam. Ari, mogę mieć prośbę?
- Jaką?
- Podrzucisz mi kilka rzeczy do szpitala? Ale proszę, nie wypytuj teraz. Wyjaśnię ci wszystko na miejscu... I nie panikuj, wszystko jest dobrze.
Po drugiej stronie zastała mnie cisza, więc miałem świadomość tego, jak bardzo go zaskoczyłem, a przede wszystkim wystraszyłem. W końcu się odezwał.
- Zaraz będę.

1 komentarz:

  1. Naszego kociaka boli główka? A było łykać te witaminki, był boby dobrze. Weź ty nie zamrażaj całego domu, nie tym razem. Tajemnice w związku, akt pierwszy. Rozsądnie z tym lekarzem. :3 Ma grzejnik w domu tak doskonały a nie korzysta, ja bym korzystała regularnie. Zwłaszcza teraz. <3 Jak dobrze że on go ma, mamusia zaraz by zrobiła wielki kryzys a na Ariego zawsze można liczyć. :3

    OdpowiedzUsuń