wtorek, 14 lutego 2017

Rozdział I - King Kong

Co za tupet... jeszcze gdyby może raczył odzywać się nieco grzeczniej zarówno do mnie, jak i do kasjerki za ladą sprawa potoczyłaby się zupełnie inaczej. A tak? Czy on naprawdę myślał, że tak po prostu pozwolę mu wyjść? Jeszcze po raz kolejny mi ubliżył... na ogół naprawdę się nie denerwuję, ale w tym wypadku nerwy trzymałem już na granicy.
- I sądzisz, że takim zachowaniem wiele wskórasz? Tu była kolejka. Wpraszasz się, zachowujesz się jak we własnym domu – zrobiłem krok na przód, stając jeszcze bliżej tej przerośniętej małpy. Choć może małpa to zbyt optymistyczne określenie? One są inteligentne, a to co stało przede mną nie grzeszyło umysłem choćby takim, jaki posiadali neandertalczycy. - Jakoś nie słyszę, by twój brzuch wołał o jeść w tej sekundzie i nie mógł chwile poczekać. Tylko się tutaj pojawiłeś i popsułeś atmosferę tego miejsca.
Skwitowałem, w dalszym ciągu nie odwracając wzroku, no bo niby czemu miałbym mu dać za wygraną? Skoro się, buc jeden, w domu nie nauczył to ja go nauczę, nawet jeśli ma to być nauka prostych zasad społecznych. Zawsze mi się wydawało, że takie rzeczy, jak wyrzucanie śmieci do właściwych pojemników czy też ustępowanie miejsca starszym było czymś normalnym, naturalnym, odruchowym i.. tym czymś, co każde dziecko wynosiło ze swojego domu. Najwyraźniej nie każde, bo z tak chamskim zachowaniem stykam się po raz pierwszy. Oczywiście zdawałem sobie sprawę z tego, że ten świat nie jest taki idealny, ludzie nie są mili dla wszystkich wokoło, a zawirowania miłosne nie kończą się tak, jak w filmach Disneya czy komediach romantycznych. Jednak mimo to wierzyłem w ludzi, w społeczeństwo, w tych, którzy mnie otaczali, że może choć trochę się zmienią i świat będzie lepszy. Co, brzmi ckliwie? Zbyt ckliwie? Nie, wcale taki nie jestem. Po prostu moja irytacja przemieniła się w nadzieję, nic innego. To chyba jeszcze nie odbiega od normalności, prawda?
Wracając do tego (nie)kulturalnego King Konga przede mną... musiałem mocno ugryźć się w język po raz kolejny, gdy ta biedna kasjerka drżącą ręką wydawała mu resztę. No i czego tu się bać? To tylko kupa mięsa, która wyżej sra niż dupę ma.
- I co, niby mam się przestraszyć i uciec gdzie pieprz rośnie? Chyba ci się przyśniło. Jeśli to jest kulturalne zachowanie po tym, jaką trwogę wzbudziłeś w tych ludziach to ja jestem prima balerina. Polecam wziąć lekcje dobrego wychowania albo chociaż z pozoru zachowywać resztki normalności wśród ludzi – przechyliłem nieco głowę na bok, przez co grzywka spadła i zasłoniła mi jedno oko. - Wyglądasz jak niedorozwinięta ameba, mówił ci ktoś?

/Julien pokazuje pazurki ~Niko

2 komentarze:

  1. Robi się ciekawie, odważny rycerzyk stawia się smokowi. Takie przeciwieństwa a tak pasują.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten tytuł sprawił, że parskłam ze śmiechu xD I te odzywki Juliena, ho, ho! xD Mnie by w pięty poszło. Pazurki pokazuje chłopak, coś czuję, że Ari długo nie wytrzyma i mu przyleje... Nie żebym tego chciała, o nie! Ale sądząc po ognistym temperamencie naszego King Konga to zbyt dużej cierpliwości na pewno on nie ma ^^"

    OdpowiedzUsuń