czwartek, 16 lutego 2017

Rozdział II - Do nigdy

I pieprzonemu cholerykowi znów się nie udało! Z zadowoleniem spojrzałem na jego twarz, po czym pomogłem tym, którzy mieli mniej szczęścia w spotkaniu z tym furiatem. Szczególnie ten jeden, zalegający na chodniku wyglądał, jakby zobaczył ducha... żal chłopaka, ale co zrobić?
- Co, dalej nie rozumiesz? Czuć cię, śmierdzisz spalenizną – odparłem pewnie, stając prosto z wysoko uniesioną głową. Coś czułem, że maska na twarzy ratuje mnie w tym momencie przed jakimś wybuchem, eksplozją złości i nie daj Boże czego jeszcze, bo zapewne właśnie tak zareagowałby widząc uśmiech na mojej twarzy. Ba, byłem nawet pewien, że oczami wyobraźni już go widzi! Ale nie, nie zdjąłem maski, lepiej nie, poza tym... jeszcze bym się czymś zaraził. Niby epidemię cholery mamy dawno za sobą, ale w jego przypadku spodziewałem się nawet ukrytej dżumy. W końcu kto wie, co tam siedzi pod grubą skórą lądolubnej ameby?
- Przestań się lepiej wyżywać na wszystkich wokół siebie. Jestem niemal pewny, że nie zrobili nic złego! Powinienem podać cię za to na poli... - w tym momencie nagle się zamknąłem, a przed oczami aż zrobiło mi się ciemno. Zrobił to. Ten dupek... ten cholerny, pusty frajer naprawdę to zrobił. Instynktownie przycisnąłem dłoń do bolącego miejsca i zacisnąłem zęby, żeby przypadkiem mu to nie pisnąć. Jeszcze czego, żeby miał satysfakcje? W życiu.
- Radzę ci trzymać się z dala od nie swoich spraw – wysyczał, a ja poczułem, jak ręka, którą się dotykałem robi się zimna. Super, nie musiałem iść po lód, to są dopiero plusy. Nawet nie wiecie, jak bardzo to się przydaje w lecie!
- I co, ulżyłeś sobie? - warknąłem, prostując się, jakby nigdy nic nie miało miejsca. Jedynie dłoń wciąż była przy oku.
- Zamierzasz jeszcze się stawiać? To może drugie oczko, tak do kompletu?
- Ależ dziękuję, nie musisz! Nie stać cie na dobre argumenty, to walisz prymitywną siłą w brudnych łapach? Na twoim miejscu wstydziłbym się spojrzeć w lustro, skończony dupek – odwróciłem się tyłem do niego i już z zamiarem odejścia, spojrzałem przelotnie na motor. - I to o to tyle krzyku? - prychnąłem i jak na zawołanie, pod wpływem szybko spadającej temperatury odpadł spory kawałek lakieru razem z farbą na samym przodzie maszyny. - Ups~ - szepnąłem i z zadowoleniem po prostu sobie poszedłem. Proszę, niech ktoś mi powie, że to było nasze ostatnie spotkanie w życiu.
„Dlaczego kiedy już spotykam kogoś o równie dziwnych zdolnościach musisz to być ty?”

4 komentarze:

  1. Cudowne, mógł mu paliwo zamrozić, byłoby śmieszniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki (': I jak ja bym wtedy do domciu dojechał, co? Foch!

      Usuń
    2. Kurde... nie wpadłem na to! ;_;

      Usuń
  2. No i bidak dostał, ale przynajmniej się zemścił. Jeszcze w jakim stylu! Popieram Noriko, zamrożenie paliwa byłoby śmieszne xD Mimo wszystko jednak nie zazdroszczę Ariemu. Odnowa lakieru do tanich pewno należeć nie będzie, zresztą.. Julci też nie zazdroszczę, tak dostać w twarz... Dobrze, że jest lodówką i choć troszkę sobie dopomoże xD

    OdpowiedzUsuń