I pieprzonemu cholerykowi znów się
nie udało! Z zadowoleniem spojrzałem na jego twarz, po czym
pomogłem tym, którzy mieli mniej szczęścia w spotkaniu z tym
furiatem. Szczególnie ten jeden, zalegający na chodniku wyglądał,
jakby zobaczył ducha... żal chłopaka, ale co zrobić?
- Co, dalej nie rozumiesz? Czuć
cię, śmierdzisz spalenizną – odparłem pewnie, stając prosto z
wysoko uniesioną głową. Coś czułem, że maska na twarzy ratuje
mnie w tym momencie przed jakimś wybuchem, eksplozją złości i
nie daj Boże czego jeszcze, bo zapewne właśnie tak zareagowałby
widząc uśmiech na mojej twarzy. Ba, byłem nawet pewien, że
oczami wyobraźni już go widzi! Ale nie, nie zdjąłem maski,
lepiej nie, poza tym... jeszcze bym się czymś zaraził. Niby
epidemię cholery mamy dawno za sobą, ale w jego przypadku
spodziewałem się nawet ukrytej dżumy. W końcu kto wie, co tam
siedzi pod grubą skórą lądolubnej ameby?
- Przestań się lepiej wyżywać
na wszystkich wokół siebie. Jestem niemal pewny, że nie zrobili
nic złego! Powinienem podać cię za to na poli... - w tym momencie
nagle się zamknąłem, a przed oczami aż zrobiło mi się ciemno.
Zrobił to. Ten dupek... ten cholerny, pusty frajer naprawdę to
zrobił. Instynktownie przycisnąłem dłoń do bolącego miejsca i
zacisnąłem zęby, żeby przypadkiem mu to nie pisnąć. Jeszcze
czego, żeby miał satysfakcje? W życiu.
- Radzę ci trzymać się z dala od
nie swoich spraw – wysyczał, a ja poczułem, jak ręka, którą
się dotykałem robi się zimna. Super, nie musiałem iść po lód,
to są dopiero plusy. Nawet nie wiecie, jak bardzo to się przydaje
w lecie!
- I co, ulżyłeś sobie? -
warknąłem, prostując się, jakby nigdy nic nie miało miejsca.
Jedynie dłoń wciąż była przy oku.
- Zamierzasz jeszcze się stawiać?
To może drugie oczko, tak do kompletu?
- Ależ dziękuję, nie musisz! Nie
stać cie na dobre argumenty, to walisz prymitywną siłą w
brudnych łapach? Na twoim miejscu wstydziłbym się spojrzeć w
lustro, skończony dupek – odwróciłem się tyłem do niego i już
z zamiarem odejścia, spojrzałem przelotnie na motor. - I to o to
tyle krzyku? - prychnąłem i jak na zawołanie, pod wpływem szybko
spadającej temperatury odpadł spory kawałek lakieru razem z farbą
na samym przodzie maszyny. - Ups~ - szepnąłem i z zadowoleniem po
prostu sobie poszedłem. Proszę, niech ktoś mi powie, że to było
nasze ostatnie spotkanie w życiu.
„Dlaczego kiedy już spotykam kogoś
o równie dziwnych zdolnościach musisz to być ty?”
Cudowne, mógł mu paliwo zamrozić, byłoby śmieszniej.
OdpowiedzUsuńDzięki (': I jak ja bym wtedy do domciu dojechał, co? Foch!
UsuńKurde... nie wpadłem na to! ;_;
UsuńNo i bidak dostał, ale przynajmniej się zemścił. Jeszcze w jakim stylu! Popieram Noriko, zamrożenie paliwa byłoby śmieszne xD Mimo wszystko jednak nie zazdroszczę Ariemu. Odnowa lakieru do tanich pewno należeć nie będzie, zresztą.. Julci też nie zazdroszczę, tak dostać w twarz... Dobrze, że jest lodówką i choć troszkę sobie dopomoże xD
OdpowiedzUsuń