wtorek, 21 lutego 2017

Rozdział V - Koszmarna zapowiedź

- Mój telefon!
Zabrałem go szybko w ręce i odblokowałem, a moim oczom ukazał się olbrzymi spam smsów i nieodebranych połączeń. Powoli zacząłem przewijać kontakty i z ulgą odetchnąłem, że nie należą ode tylko do jednej osoby... która swoją drogą pewnie i tak zrobi mi wykład po powrocie do domu zupełnie tak, jakbym dalej miał pięć lat. Chyba zebrało jej się trochę za późno na takie mamuśkowanie mi na każdym kroku. Następnie sięgnąłem po portfel, wertując jego zawartość. Wszystko bez zmian, ani mniej, ani więcej. Niby nigdy nie nosiłem przy sobie zbyt wiele pieniędzy, jednakże ich strata, jak każda inna by mnie pewnie zabolała.
- Wszystko jest, jeszcze raz dzięki.
Schowałem zaraz telefon i portfel do kieszeni spodni oraz dopiłem kawę zgodnie z... prośbą? No, mogę to tak chyba interpretować. Zresztą jeden pies. Miałem się zbierać to się zebrałem, nie będę nadużywać gościnności tego gościa. Tak poza tym, to już byłem ciekaw, jaki to będzie między nami stosunek, gdy przywlecze on swoje cztery litery na poniedziałkowy wykład. To że jakoś się dogadaliśmy, nawet wypiliśmy razem kawę nie oznaczało przecież, że siedzenie obok niego nagle zacznie sprawiać mi niebywała przyjemność. Znaczy, nie mi, może jemu, nie wiem, dziwny był tak bez tej swojej wrogiej otoczki. W dodatku to jak odsunął moją rękę... spodziewałem się gwałtownej reakcji, tekstu typu: „Weź spierdalaj, nie dotykaj mnie”, a tu proszę. Nie powiem jednak, by mi to przeszkadzało. Dodam nawet, że poniekąd dodało mi skrzydeł i zobaczyłem światełko nadziei dla tej ameby. Skoro już pokazał te bardziej ludzkie oblicze, to może jednak warto zostać jego podprogowym behawiorystą?
- Teraz ja mam na Królewicza czekać? - rzuciłem, uśmiechając się pod nosem. Nawet zaciekawiło mnie to, czy zdołam go teraz zdenerwować, jak wtedy na parkingu, albo czy chociaż odpyskuje lub dopieprzy jakimś swoim mało inteligentnym tekstem. To wcale nie tak, że chciałem go specjalnie sprowokować, mieć limo drugi raz pod rząd, czy Bóg wie co jeszcze. Po prostu, czysta ludzka ciekawość.
- Mam przed tobą drzwi otwierać? Idź już – usłyszałem i w sumie na tę chwilę przestałem go podjudzać, po prostu wychodząc.
Trochę przerażała mnie perspektywa jazdy samochodem z kimś takim, jak on. Wystarczyło mi usłyszeć pisk opon motoru, kiedy zaparkował na parkingu prze uczelnią i już wiedziałem, że ten facet jeździ tak przynajmniej z 200 na godzinę. Może samochodu tak nie maltretuje? Bo jedziemy samochodem, prawda? Prawda?! Nie prawda. Otworzyłem szeroko oczy i zrobił w tył zwrot.
- O nie, nie, nie. Nigdzie nie jadę, idę na piechotę, na razie.

2 komentarze:

  1. Dlaczego mi się wydaje że wyż Skandynawski miał obawy że ameba mu coś zwędziła? Moja kochana śnieżynka boi się motoru? W sumie to ja też. :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzeczy na miejscu, wszystko jest. Bardzo ładnie, Ari :D No cóż, lodóweczko, nie ma bata, jedziesz motorem. W sumie z kimś takim jak Ari pewnie też bym bała się takiej jazdy ^^"

    OdpowiedzUsuń