- Mój telefon!
Zabrałem go szybko w ręce i
odblokowałem, a moim oczom ukazał się olbrzymi spam smsów i
nieodebranych połączeń. Powoli zacząłem przewijać kontakty i z
ulgą odetchnąłem, że nie należą ode tylko do jednej osoby...
która swoją drogą pewnie i tak zrobi mi wykład po powrocie do
domu zupełnie tak, jakbym dalej miał pięć lat. Chyba zebrało jej
się trochę za późno na takie mamuśkowanie mi na każdym kroku.
Następnie sięgnąłem po portfel, wertując jego zawartość.
Wszystko bez zmian, ani mniej, ani więcej. Niby nigdy nie nosiłem
przy sobie zbyt wiele pieniędzy, jednakże ich strata, jak każda
inna by mnie pewnie zabolała.
- Wszystko jest, jeszcze raz dzięki.
Schowałem zaraz telefon i portfel do
kieszeni spodni oraz dopiłem kawę zgodnie z... prośbą? No, mogę
to tak chyba interpretować. Zresztą jeden pies. Miałem się
zbierać to się zebrałem, nie będę nadużywać gościnności tego
gościa. Tak poza tym, to już byłem ciekaw, jaki to będzie między
nami stosunek, gdy przywlecze on swoje cztery litery na
poniedziałkowy wykład. To że jakoś się dogadaliśmy, nawet
wypiliśmy razem kawę nie oznaczało przecież, że siedzenie obok
niego nagle zacznie sprawiać mi niebywała przyjemność. Znaczy,
nie mi, może jemu, nie wiem, dziwny był tak bez tej swojej wrogiej
otoczki. W dodatku to jak odsunął moją rękę... spodziewałem się
gwałtownej reakcji, tekstu typu: „Weź spierdalaj, nie dotykaj
mnie”, a tu proszę. Nie powiem jednak, by mi to przeszkadzało.
Dodam nawet, że poniekąd dodało mi skrzydeł i zobaczyłem
światełko nadziei dla tej ameby. Skoro już pokazał te bardziej
ludzkie oblicze, to może jednak warto zostać jego podprogowym
behawiorystą?
- Teraz ja mam na Królewicza
czekać? - rzuciłem, uśmiechając się pod nosem. Nawet
zaciekawiło mnie to, czy zdołam go teraz zdenerwować, jak wtedy
na parkingu, albo czy chociaż odpyskuje lub dopieprzy jakimś swoim
mało inteligentnym tekstem. To wcale nie tak, że chciałem go
specjalnie sprowokować, mieć limo drugi raz pod rząd, czy Bóg
wie co jeszcze. Po prostu, czysta ludzka ciekawość.
- Mam przed tobą drzwi otwierać?
Idź już – usłyszałem i w sumie na tę chwilę przestałem go
podjudzać, po prostu wychodząc.
Trochę przerażała mnie perspektywa
jazdy samochodem z kimś takim, jak on. Wystarczyło mi usłyszeć
pisk opon motoru, kiedy zaparkował na parkingu prze uczelnią i już
wiedziałem, że ten facet jeździ tak przynajmniej z 200 na godzinę.
Może samochodu tak nie maltretuje? Bo jedziemy samochodem, prawda?
Prawda?! Nie prawda. Otworzyłem szeroko oczy i zrobił w tył zwrot.
- O nie, nie, nie. Nigdzie nie jadę,
idę na piechotę, na razie.
Dlaczego mi się wydaje że wyż Skandynawski miał obawy że ameba mu coś zwędziła? Moja kochana śnieżynka boi się motoru? W sumie to ja też. :3
OdpowiedzUsuńRzeczy na miejscu, wszystko jest. Bardzo ładnie, Ari :D No cóż, lodóweczko, nie ma bata, jedziesz motorem. W sumie z kimś takim jak Ari pewnie też bym bała się takiej jazdy ^^"
OdpowiedzUsuń